Książkowe podsumowanie kwietnia i maja (part II)

Kontynuacja pierwszego postu. Tym razem skupimy się na majowych lekturach. Nadal nie udało mi się skończyć żadnej z knig zaczętych jeszcze w marcu, ale po tak ambitnych lekturach kwietniowych potrzebowałam odpoczynku i czegoś bardziej eskapistycznego. Tak więc zapraszam Was na wyjątkową jazdę bez trzymanki po dwóch ostatnich tygodniach maja.

Zaczęłam od przypadkowo zauważonej na goodreads The Magpie Lord autorstwa Brytyjki  K.J. Charles. Książka jest pierwszą z wielu w serii o dziedzicu Magpie (magpie jakby ktoś się pytał to sroka). Magia, romans, erotyka, związki jednopłciowe i historia kryminalna, to tematyka w której (wnioskując z krótkiego bio autorki na goodreads) K.J. Charles się lubuje i specjalizuje. Podobnie jak przy Ianie Rankinie przyznam się szczerze, że trochę się zawiodłam. Lektura była nawet szybka i przyjemna, ale to tyle. Jakieś dwa tygodnie po lekturze niezbyt pamiętam o co chodziło, ani kim byli bohaterowie. Po kolejne tomy raczej nie sięgnę.

Uf, skoro to już mamy za sobą, to w międzyczasie skończyłam słuchać audiobooka, autorstwa pewnej przemiłej brytyjskiej historyk, Lucy Worsley, która zresztą zrobiła wiele ciekawych programów historyczno-dokumentalnych dla BBC, w których mnie zupełnie zauroczyła. Na nasze pierwsze spotkanie książkowe wybrałam historię morderstwa w Wielkiej Brytanii: The Art of the English Murder: From Jack the Ripper and Sherlock Holmes to Agatha Christie and Alfred Hitchcock. Autorka zajęła się tematem z dwóch stron: z jednej strony rys społeczno-historyczny, narodziny policji jako takiej i detektywa, tak książkowego jak i historycznego, zaangażowanie i fascynacja społeczeństwa zbrodnią, dochodzeniem i procesem, a także egzekucją zbrodniarza. Z drugiej strony równoległy rozwój literatury i narodziny powieści kryminalnej, a wraz z nią archetypu genialnego detektywa. Pasjonująca lektura, z jednym bardzo poważnym mankamentem – narratorem nie była Lucy Worsley! Anne Flosnik czyta dobrze i ma przyjemny głos, ale po obejrzeniu kilku programów Lucy, fakt że to nie ona czyta zdecydowanie mi przeszkadzał. Kto by pomyślał?

Trzecia dorwana książka to zapis korespondencji między dwójką wybitnych poetów, Szymborską i HerbertemJacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie. Korespondencja 1955 -1996. Jaka to była uczta w czytaniu. Zazdrość zupełna, że sama nigdy nie będę wstanie posługiwać się polszczyzną tak sprawnie jak tych dwoje. I tylko smutek, że książka taka krótka, jeden wieczór i nic, zostały tylko wspomnienia. Zupełnie mnie nie dziwi, że o tej tak nie pozornej książeczce zrobiło się nagle tak głośno. Pozycja obowiązkowa.

Kolejna książka to coś, czego nawet mój chłopak się nie spodziewał, ale nie mogłam się oprzeć tak urzekającemu tytułowi i okładce. To Kill a Kingdom Alexandry Christo to bardzo popularny ostatnimi czasy retelling baśni, tutaj Małej Syrenki. Ani oryginał, ani wersja Disneya nigdy nie cieszyły się u mnie jakimiś szczególnymi względami, dlatego sama się zaskoczyłam, że książka wzbudziła we mnie takie zainteresowanie. W tej wersji bohaterka jest syreną (siren, nie mermaid, które w książce należą do zupełnie innego gatunku) przyszłą królową podwodnego królestwa. Zanim to się jednak stanie będzie musiała wykraść serce królewicza. Niby nic, co roku zgodnie ze zwyczajem na urodziny wyrywa jakiemuś serce i zakopuje czerpiąc z niego energię. Teraz jednak popadła w niełaskę królowej i pragnąc zaskarbić sobie jej względy postanawia zdobyć serce księcia, który poświęcił swoje życie pirackim podróżom morskim, a w szczególności polowaniu na syreny.  Przeczytałam jednym tchem i jeśli mam polecać jakieś YA to pewnie to właśnie.

Po tej morskiej przygodzie postanowiłam dać szansę kolejnej książce z gatunku YA. Okładka Children of Blood and Bone autorstwa  Tomi Adeyemi ostatnimi czasy wyskakiwała na mnie niespodziewanie to tu to tam. Zarys fabuły zupełnie mnie nie zainteresował, ale trudno przejść obojętnie obok książki odwołującej się do mitologii Yoruba i Orisha. Na szczęście fabuła okazała się dużo ciekawsza niż jej zarys, a i językowo książka ciekawie się prezentowała, choć może zróżnicowanie między tym jak mówią bohaterowie, którzy przecież należą do różnych plemion i klas społecznych było dość powierzchowne. Bohaterów jest w sumie trójka.

Zel, to dziewczyna o białych włosach należąca do prześladowanej grupy, kiedyś władającej magią, obecnie zmuszanej do niewolniczej pracy. Magia istniała, ale pewnego dnia zniknęła, a król wybił wszystkich bezbronnych magów, pozostawiając przy życiu tylko dzieci. Drugą bohaterką jest księżniczka, wychowana w pałacu, nie potrafiąca sprzeciwić się nawet własnej matce, która co i rusz ją strofuje. Widząc z ukrycia śmierć swojej służącej/przyjaciółki, pod wpływem impulsu wykrada tajemniczy zwój, który przywraca magię i ucieka. Trzecim bohaterem jest książę, którego zadaniem jest odzyskać zwój i zabić wszystkich świadków. Wychowany w strachu i nienawiści do magii, sam sieje postrach wśród mieszkańców królestwa, np. podpalając rodzinną wioskę Zel i zabijając część jej mieszkańców. Największy mankament to fakt, że jest to dopiero pierwsza część planowanego cyklu  Legacy of Orïsha, i narracja urywa się jak na koniec serialowego odcinka. tylko że do następnego musisz czekać aż do 2019 roku. No cóż, przynajmniej znowu mam dość YA na jakiś czas.

 

Maj był dla mnie bardzo nietypowym miesiącem pod względem dobieranych lektur. Nie znalazłam nowej ukochanej książki, ale za to niektóre z nich stanowiły świetną wieczorną rozrywkę. Na czerwiec jak na razie lektury zapowiadają się dużo bardziej przytłaczająco i ponuro, ale o tym za miesiąc.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s