Przeczytane w lutym

Luty, najkrótszy miesiąc roku, który dłużył się jakby był najdłuższym. Dłużył się, bo pojawiła się blokada w pisaniu i też pewna blokada w czytaniu, szczególnie w drugiej połowie miesiąca. Myślę nad filmowym podsumowaniem, bo filmów, i to tych nowszych co to w kinach można było zobaczyć, udało mi się „odhaczyć” sporo. Zostańmy jednak na razie przy książkach.

Kupione książki:
–  Hours, Michael Cunningham
– Viper Wine, 
Hermione Eyre
– Knots and Crosses, 
Ian Rankin
– Scoop,
Evelyn Waugh
– Dżuma (La Peste),
Albert Camus (tłumaczenie Joanna Guze)

Przeczytane książki:
– Hogwarts: An Incomplete and Unreliable Guide, J.K. Rowling
– Le piccole virtù, Natalia Ginzburg
– Novella degli scacchi, Stefan Zweig (tłumaczenie na włoski Silvia Montis)
Bliss, Katherine Mansfield
– La contadora de películas, Hernán Rivera Letelier

Przeczytane komiksy: 0

Audiobooki: 0

Sporo książek kupionych, bo trafiłam do antykwariatu, który sprzedaje książki anglojęzyczne za 6zł. Aż się dziwię, że nie wyszłam stamtąd z jeszcze większym ich stosem. Tak po prawdzie wszystkie te zakupy książkowe zrobiłam pod sam koniec miesiąca, kiedy też najmniej czytałam. Gdybym zaznaczała ilość stron przy każdej przeczytanej pozycji od razu zauważylibyście pewien schemat: 79 stron, 196 strony, 128 stron, 70 stron i 60 stron. Razem trochę ponad 500 stron, czyli jedna „cegła”. Przechodząc się po popularnych księgarniach w Polsce można dojść do wniosku, że to co rynek oferuje (i w związku z tym to co się sprzedaje) to głównie spaślaki z dużą ilością akcji, cóż nie dla mnie to w tym miesiącu. W ogóle ostatnio trudniej mi się zmobilizować, żeby zabrać się za jakąś grubszą pozycję. Pewnie to przejściowe, a na razie odrywam urok tych krótszych pozycji, których trudno szukać po warszawskich księgarniach.

O serii Pottermore pisałam już i w podsumowaniu stycznia i w oddzielnym poście, więc może mi wybaczycie, że tu nie poświęcę więcej miejsca historii Hogwartu, niektórych jego duchów czy też wyglądowi pokoju wspólnego Puchonów. Jeśli czeka was gdzieś dłuższa droga komunikacją miejską – idealna lektura, zwłaszcza, że dzięki temu, że rozdziały są dość krótkie, to łatwo przerwać w każdym momencie i zorientować się, że przejechaliśmy nasz przystanek.

Natalia Ginzburg, urodzona w Palermo, choć mało znana w Polsce, to jedna z ważniejszych włoskich pisarek dwudziestego wieku. Biorąc się za lekturę, na którą trafiłam jakimś zupełnym przypadkiem, nie miałam pojęcia o niej i jej życiu, a przecież o tym jest ta książka. Autobiografia w esejach i wspomnieniach, pod koniec dość moralizatorska, nie daje jednak czysto faktograficznych danych. Na przykład: w pierwszych rozdziale dowiadujemy się o tym jak wyglądało jej życie podczas wojny, kiedy musieli uciekać z mężem z miasta i zamieszkać na prowincji, jednak dopiero z krótkiej notki o niej z Britannica dowiedziałam się kim tak właściwie był jej mąż i jak zginął.

Wszystkie opowieści i przemyślenia autorki są utrzymane w dość ironicznym tonie, jakby autorka puszczała oko do czytelnika, i z bardzo praktycznym podejściem do życia. I wszystkie przyjmują punkt widzenia jej jako kobiety, żyjącej w takich a nie innych czasach, kobiety, matki, żony i córki. Z tego co czytałam o jej nie autobiograficznych pracach, raczej skupiają się na tematyce rodzinnej. Mi lektura bardzo przypadła do gustu, choć przyznam, że nie wszystkie fragmenty czytałam z równym zainteresowaniem.

Novella degli scacchi Zweiga to książka, którą zaczęłam dużo wcześniej i przerwałam, bo mnie męczyła. Wzięłam się za nią po włosku, bo pomyślałam, że skoro taka krótka, to będzie idealna na trening językowy. Jednak jakieś 20 czy 30 stron w opowiadanie, stwierdziłam, że nie ma sensu się dalej męczyć. Problemem była niewystarczająca znajomość języka,  a nie nieudolność pisarza. Jednak po skończeniu Ginzburg, która odbudowała wiarę w moje możliwości, postanowiłam pójść za ciosem i wrócić do lektury Noweli Szachowej (takie tłumaczenie na polski znalazłam w internecie). Choć minęło trochę czasu, to dzięki temu, że tyle spędziłam nad tymi pierwszymi stronami,  pamiętałam mniej więcej fabułę do tego momentu i nie musiałam zaczynać od początku. O dziwo, albo autor zaczął używać prostszych słów, albo po prostu dla tego, że zaczęła się wreszcie właściwa akcja, reszta opowiadania poszła prawie, że za jednym ciosem. I powiem, że tekst uderzył we mnie dość mocno. A potem gdy doczytałam biografię autora, to uderzył we mnie powtórnie i to ze zdwojoną siłą. Sama historia opowiedziana jest z perspektywy psychiatry, który podróżuje na statku, na którym znajduje się także młody geniusz szachowy. Narrator chciałby go jakoś zaczepić, żeby go bliżej poznać, z czystej ciekawości zawodowej: jak myśli młody geniusz-objawienie. Niestety obiekt jego zainteresowania to człowiek zamknięty w sobie, mało społeczny i w ogóle nie kontaktowy. Zatem, żeby go „zwabić” narrator zaczyna pogrywać w salonie z innym podróżnikiem. Plan okazuje się działać, i szybko udaje się wyzwać młodego na partię. Nieoczekiwanie jednak do gry dołącza jeszcze inny gracz, starszy i niepozorny pan, który bez trudu rozpoznaje taktyki i zagrania geniusza choć sam skromnie twierdzi, że nie grał od czasów szkolnych, a i wtedy był przeciętnym szachistą. I to głównie o nim i jego historii w trakcie wojny jest ta książka.

Kolejna, tym razem nowozelandzkiej autorki Katherine Mansfield, była bardzo mi potrzebnym wytchnieniem po świecie Zweiga. Bliss to zbiór opowiadań, po angielsku dostępny za darmo (jak i inne prace tej pisarki) na stronie Project Gutenberg (w końcu żyła i tworzyła na przełomie XIX i XX wieku). Wszystkie trzy opowiadania w tym zbiorze, BlissThe Daughters of the Late ColonelThe Doll’s House (wszystkie z początku lat dwudziestych dwudziestego wieku) to majstersztyki. Każde opowiedziane z kobiecej perspektywy i skoncentrowane na domowym życiu. Bliss opowiada o młodej mężatce, po uszy zakochanej w swoim mężu, szczęśliwej tego dnia ponad miarę i przygotowującej kolację dla grupy dobrych znajomych, w tym jej nowej przyjaciółki, za którą nie przepada jej mąż. The Daughters of the Late Colonel opowiada o dwóch siostrach, które dopiero co pochowały swojego starego i zdziwaczałego ojca. Teraz muszą się nauczyć żyć nie pod jego wieczne dyktando. Im bardziej wczytywałam się w to opowiadanie i miałam lepszy pogląd na całą sytuację, tym bardziej ciarki mi po plecach chodziły. I na koniec The Doll’s House, gdzie bohaterami są dziewczynki w w wieku szkolnym. Trzy siostry dostają od ciotki, która przez jakiś czas u nich pomieszkiwała wspaniały domek dla lalek (z opisu raczej taki w typie tych tworzonych przez Petronellę Oortmans). Rodzina nie wie za bardzo co zrobić z prezentem i zostawiają go w ogrodzie. Matka pozwala im przyprowadzać koleżanki szkolne, o ile nie będą zostawać na herbatę. Dziewczynki wywołują sensację w szkole, i prawie wszystkie ich koleżanki starają się teraz być ich najlepszymi przyjaciółkami. Prawie wszystkie, bo ponieważ jest to jedyna szkoła w okolicy, to chodzą tam też bardzo biedne siostry, z którymi reszta dziewczynek ma przykazane aby się nie zadawać.

Mogłabym długo pisać za co tak bardzo polubiłam historie Mansfield, ale że są one bardzo krótkie i ogólnie dostępne, to zapytam się tylko: czemu ich jeszcze nie czytacie?!

Ostatnia już skończona książka to krótka powieść współczesnego chilijskiego pisarza, Hernana Rivera Leteliera. La contadora de películas to historia dziejąca się w zapadłej dziurze, w ubogiej rodzinie wielodzietna rodzina z ojcem kaleką od pasa w dół po wypadku w fabryce. Bohaterką (i narratorką) jest María Margarita, dziewczynka u której rodzina odkryła talent opowiadania filmów. Tak więc jak tylko w lokalnym kinie pojawia się film, który ojciec uważa, że może być ciekawy, wysupłuje drobniaki aby starczyło dla niej na bilet. Zaraz po seansie, dziewczynka wraca do domu, pije herbatę i zaczyna swoje przedstawienie. Początkowo tylko przed ojcem i braćmi, z czasem przed coraz większą widownią i za dobrowolnym datkiem. Nie zdradzam więcej, co by nie zniechęcić potencjalnych czytelników, bo naprawdę warto sięgnąć po tą książkę. Pokazuje to Chile, którego nie zobaczymy ani na ulotkach promocyjnych, ani w książkach do historii. Właśnie sprawdziłam, że książka dostępna jest też po polsku pod dość topornie brzmiącym tytułem Opowiadaczka filmów i z mało zachęcającą okładką. To boli, bo to właśnie okładka oraz tytuł zwróciły moją uwagę.

ThatsAllFolks-Freleng-LtdEdCel.jpg
by Friz Freleng (Warner Brothers)

I to by było na tyle. Marzec nie zapowiada się jakoś obficie w lektury, ale co będzie to zobaczymy. Na razie czytam jakieś 4 książki na raz, więc za szybko żadnej z nich raczej nie skończę. Oby udało się choć jedną 😉

Jak zwykle przypominam, że istnieje strona FB gdzie głównie dzielę się linkami do tego co znalazłam w sieci.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Przeczytane w lutym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s