El guardián invisible (2017)

Niewidzialny strażnik po raz drugi, tym razem w odsłonie filmowej (link w tytule do recenzji książki), z Martą Etura w roli głównej. Pomimo, że książka nie zrobiła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia nie mogę się od niej tak zupełnie uwolnić i podejrzewam, że jak tylko uda mi się przeczyścić trochę listę „w czytaniu” sięgnę po następną część Trylogii Doliny Baztán. Co do samego filmu to przyznam, że mam mieszane uczucia, jest sporo zmian fabularnych, ale trudno mi powiedzieć czy wyszły historii na dobre. Jednocześnie nie jestem w stanie jednoznacznie orzec „książka była lepsza” albo „film był lepszy”.

El-guardian-invisible-Teaser-Trailer.jpg

Nad brzegiem rzeki Baztán znalezione zostaje nagie ciało zamordowanej nastolatki. Dochodzenie prowadzi młoda inspektor Amaia Salazar. Czas ucieka, śladów jest mało, a wszystko wskazuje na to, że ma do czynienia z seryjnym mordercą. Ponieważ ofiary pochodzą z Elizondo, rodzinnej miejscowości Amai, ta musi się przenieść do miasteczka, z którym łączy ją tragiczna przeszłość, której też będzie musiała stawić czoła.

El guardián invisible nie jest cienką książką, i co poniektóre wątki doczekały się skrócenia i pocięcia lub wykreślenia, co jest jak najbardziej naturalne, ale… w żadną stronę nie należy przesadzać. W książce wiemy do kogo i dlaczego bohaterowie idą w trakcie dochodzenia. W filmie, cóż, w filmie rzeczy się dzieją, są to tu to tam, nie ma czasu wyjaśniać widzowi, skąd się wzięła kolejna poszlaka, albo kto to tak właściwie jest ten zakręcony pan, który opowiada im o starych niewyjaśnionych morderstwach. Dzięki książce wiem o co chodziło, ale mam wrażenie, że bez jej lektury nie raz byłabym zupełnie zgubiona.

EL_GUARDIAN_INVISIBLE_1_Manolo_Pavon.jpg

I jak też pewnie się domyślacie w filmie wszystko dzieje się dużo szybciej, akcja gna na złamanie karku, a film i tak trwa lekko ponad dwie godziny. Cieszę się, że udało się scenarzystom załagodzić wyjaśnienia, które w książce momentami przypominały charakterem Wikipedię, i zgadzam się, że punkt kulminacyjny fabuły książki był chyba najsłabszą jej częścią. Jednak to, co zaproponowano w zamian, niekoniecznie mnie przekonuje, zbyt wiele razy już to w filmach widziałam. Nie zatrzymując się i nie dopowiadając, pozostawia pewne luki fabularne, gdzie widz musi sobie dopowiedzieć dlaczego ta osoba była akurat teraz w tym miejscu, albo czemu tam poszła. Redondo w książce nie zostawiała takich luk, zatem jeśli ktoś nie jest pewny co się właściwie działo w danej scenie, to odsyłam do pierwowzoru.

EL_GUARDIAN_INVISIBLE_4_Manolo_Pavon.jpg

Pomimo tych zastrzeżeń nie uważam, że to zły film. Może to krajobraz północnej Hiszpanii, a może sprawnie zrealizowana intryga. A może po prostu sama aura lasów Navarry, jej mitologii i folkloru. Nie bez znaczenia jest też silna bohaterka, która w największej opresji nie przypomina księżniczki czekającej na ratunek, a odsiecz (spoiler!) nie mogłaby być dalsza od wizerunku księcia na białym koniu.

W obsadzie  mamy tu nieco mniej znanych, ale dobrych aktorów: Marta Etura w roli Amai (Goya za rolę drugoplanową w Cela 211), Elvira Mínguez w roli najstarszej siostry (Goya za rolę drugoplanową w Tapas) czy Francesc Orella, w roli Montesa i, ciekawostka, były piłkarz, Carlos Librado, zwany Nene, jako Jonan.

Elizondo

Reklamy

Jedna myśl w temacie “El guardián invisible (2017)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s