めめめのくらげ (Oczka meduzy, 2013)

The Jellyfish Eyes, po polsku Oczka meduzy, a w oryginale めめめのくらげ (Mememe no kurage) to zmierzenie się z formą filmu pełnometrażowego znanego (i bardzo charakterystycznego) japońskiego artysty, Takashiego Murakamiego. Wizualnie film  nie odbiega bardzo od jego stylu, no może jest trochę bardziej stonowany. I choć jest to ciekawa produkcja to fabularnie oczekiwałam czegoś więcej. Sam przekaz ważny, z wieloma odniesieniami do współczesnych problemów Japonii, ale z fabułą poprowadzoną rodem z tych „najgorszych” filmów.

3029944-poster-p-1-takashi-murakami-imagines-post-fukushima-

Masashi Kusaka (Takuto Sueoka), uczeń szkoły podstawowej, wraz z mamą (Mayu Tsuruta) przeprowadzają się do małej miejscowości z centru ewakuacyjnego. Sama senna miejscowość różni się znacznie od setek innych małych miejscowości i to nie tylko tym, że są tam młodzi ludzie. Miasteczko pełne jest dziwnych stworów, które widzowi od razu skojarzą się pewnie z Pokemonami. Jednego z nich poznajemy jak buszuje po kartonach w mieszkaniu Masashi w poszukiwaniu serowych przekąsek. Chłopiec spotkanego stworka nazywa Kurage Bo (くらげ坊), czyli „chłopiec-meduza”. Jako nowy w mieście Masashi nie ma innych przyjaciół więc bardzo szybko nawiązuje bliską więź z latającym stworzeniem nie szukając nawet kontaktu z rówieśnikami, przekonany, że on i jego nowy przyjaciel są wyjątkowi. Pierwszego dnia do nowej szkoły, odkrywa jednak, że praktycznie każdy uczeń ma swojego stwora, którego kontrolują za pomocą specjalnego urządzenia:

ff20130426r2a.jpg

Jakby tego było mało nastoletni(?) twórcy „pilotów do pokemonów” (dla których pracuje wujek Masashiego, Naoto – w tej roli Takumi Saito z np. Hirugao, a ostatnio z The Kodai Family) wykorzystują dane zbierane z urządzeń do własnych niecnych celów. Co to za cele nie powiem, bo byłby to niepotrzebny spoiler.

12888_4.jpg
mój niekwestionowany ulubieniec

Film, mimo że fantasy, jest dość mocno osadzony w realiach Japonii po tsunami i awarii elektrowni w Fukushimie. Pomimo, że część stworków jest naprawdę urocza to daleko mu do nostalgii poetyckiego Fukushima, moja miłość w reżyserii  Doris Dörrie. I to nie tylko dlatego że są to dwa zupełnie różne filmy, których pewnie nie powinnam porównywać, ale też z powodu wprawy z jaką sam reżyser operuje historią. Ta druga pozycja to coś czemu dzięki wielu zabiegom udaje się uciec od poczucia, że znowu widzimy kolejny film obcokrajowca o tej egzotycznej i innej Japonii (choć przecież nie jeden element wpisywał się w ten trend). Natomiast szeroko omawiana tu pozycja co i rusz korzysta ze znanych schematów, wiernie je odtwarzając, tak że po pewnym czasie niewiele już widza zaskoczy. Może tylko czasem wywoła śmiech, że jak można było coś takiego, albo widziałeś tą jego pelerynę… i tak dalej.

thumbnail_22504
Stylówa musi być. Peleryny rządzą. 

Stylistyka całości pewnie nie spodoba się wielu widzom (choć same stworki zdecydowanie wyglądają uroczo). Mimo to wciąż uważam, że to dobry film, który nie pozostaje obojętny na świat w którym przyszło dorastać dzieciom z obszarów zagrożonych, a już na pewno nie na współczesne oblicze popkultury i społeczeństwa japońskiego (ale też na szczęście nie próbuje ukazać wszystkich bolączek na raz).

jelly2.jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s