También la lluvia (2010)

Ile jesteś w stanie poświęcić za dostęp do wody?

Grupa hiszpańskich filmowców postanawia nakręcić kontrowersyjny film o przybyciu Kolumba do Ameryki, o wyzysku Indian przez najeźdźców i o tych paru jednostkach, które odważyły się wyrazić głos sprzeciwu przeciwko tak nieludzkiemu traktowaniu innych. Ze względu na ograniczone fundusze, zamiast na Karaiby przylatują do Boliwii, gdzie siła robocza jest znacznie tańsza. Indian rekrutują spośród miejscowych, którzy w filmie będę mówić w Quechua.

tambien_la_lluvia-528107318-large.jpg

Siłą napędową projektu jest reżyser Sebastián (Gael García Bernal, przypomnijcie sobie Babel, Diarios de motocicletaY tu mamá también, Amores Perros, Sin noticias de Dios, La Mala Educación, a ostatnio Mozart in the Jungle), dla którego najważniejsza jest realizacja filmu. Jego prawa ręka i głos rozsądku to Costa (Luis Tosar, jego ostatni głośny film to El desconocido czy Ma Ma) dla którego liczą się głównie pieniądze. Zatrudniają oni do współpracy aktorów:Kolumba ma zagrać  wiecznie pijący Antón (Karra Elejalde, Koldo z 8 apellidos vascos). Role księży, którzy jako pierwsi podnieśli głos sprzeciwu czyli Antonio de Montesinos i Bartolomé de las Casas otrzymali Juan (Raúl Arévalo, możecie go kojarzyć np. z Primos czy La Isla Minima) i Alberto (Carlos Santos).

W castingu wybierają buntowniczego Daniela (Juan Carlos Aduviri). Ma on zagrać przywódcę buntowników Atueya. Problemy zaczynają się, kiedy na jaw wychodzi, że jest on jednym z głównych inicjatorów manifestacji przeciwko korporacji międzynarodowej która wykupiła pobliskie wody i każe sobie płacić za dostęp do niej zawrotną jak na kieszenie miejscowych sumę. Czara goryczy zostaje przelana gdy policja zamyka studnię i parokilometrowy kanał który mieszkańcy wykopali własnym sumptem. Ludzie wychodzą na ulice Cochabamby, dochodzi do zamieszek i utarczek z policją.

Aduviri_Tosar.jpg

Niesamowite jest to jak twórcy filmu zręcznie pokazują różnice między w sumie dwoma światami: tym hiszpańskich przyjezdnych i klasy rządzącej, oraz tym zwykłych mieszkańców, wszystkich indiańskiego pochodzenia. Z drugiej strony sceny z kręconego filmu nie raz przeplatają się z „prawdziwym” życiem bohaterów i tym co widzą dookoła siebie.

Największe wrażenie zrobiła na mnie niełatwa sytuacja, w której znajdują się bohaterowie, i wybory moralne jakich muszą dokonywać  gdy pojawiają się problemy z produkcją, kiedy zamieszki niebezpiecznie przybierają na sile. Bohaterowie z jednej strony wściekają się na to co widzą i wewnętrznie nie zgadzają się z sytuacją, a z drugiej zdają sobie sprawę, że jako goście mogą się czuć w miarę bezpieczni, ale nie są w stanie przeciwstawić się uzbrojonym żołnierzom. Widz nie zawsze może przewidzieć jaką decyzję ostatecznie podejmą i to sprawia, że film jest fascynujący.

Elejalde_Hand.jpg

Gwiazd jakie tu grają nie trzeba w sumie zachwalać, ale cały film dzielą między siebie Luis Tosar i debiutujący tu Aduviri, aż trudno oczy od ekranu oderwać. Jeśli chodzi o samą fabułę, to może pewne wyobrażenia nie wychodzą tu poza znane schematy złych rządzących, chciwych korporacji i walecznych Indian, ale mimo to uważam, że ważne jest aby powstawały dobre filmy poruszające te zagadnienia. Bo choć rządy się zmieniły, to problem nie zniknął i nie ogranicza się tylko do Boliwii.

Dla osób uczących się hiszpańskiego produkcja ma dodatkową wartość,  a jest nią możliwość osłuchania się z wersją boliwijską hiszpańskiego: akcentem, słownictwem i gramatyką. Nie lada gratka, bo w świecie filmu nie ma on zbyt dużej czy znaczącej reprezentacji. Skorzystajcie. Ja ze zdziwieniem odkryłam użycie formy vos (el voseo), którego zupełnie z tym krajem nie kojarzyłam, a które jest jak najbardziej w praktyce, szczególnie we wschodniej części kraju. Warto też zwrócić uwagę na akcent i intonację aktorów boliwijskich, podobną w sumie do tej jaką można usłyszeć w Peru.

tambien-la-lluvia-008.jpg

Podsumowując, jak już zapewne zauważyliście, film zrobił na mnie spore wrażenie. Jeśli macie taką możliwość, koniecznie spróbujcie. Przynajmniej zobaczycie kawałek świata, który nie jest tak znów często pokazywany inaczej niż Boliwijki w melonikach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s