El misterio de la Casa Aranda, Jerónimo Tristante

Powiedzieć, że lubię kryminały to mało. To na nich się tak naprawdę wychowałam i co i rusz wracam, czy to do ulubionych autorów czy też szukam nowych nazwisk. Postać Victora Rosa, detektywa z XIX-sto wiecznego Madrytu obiła mi się o uszy, bo swego czasu był promowany serial, który umieścił go w tytule. Niedawno okazało się, że istnieje cała seria książek (na dzień dzisiejszy 5 tomów), na których podstawie powstał produkt telewizyjny, więc ochoczo chwyciłam za pierwszy tom. Skoro takie popularne to nie może być złe…?

el misterio de la casa arandaJeszcze jako dziecko, po śmierci ojca, Victor Ros wraz z mamą przybyli z biednej Estremadury szukać szczęścia w Madrycie. Stolica państwa szybko ich jednak rozczarowała. Przepłacali za kwaterę w opłakanym stanie, mama non stop pracowała aby mogli się jakkolwiek utrzymać, a Victor zawierał znajomości z lokalną łobuzerią. Szybko nauczył się zarabiać okradając przechodniów. I tak sobie żyli aż do 18 roku życia Victora, kiedy to młodziana złapano, a sierżant Martínez tak go nastraszył możliwymi konsekwencjami, że ten aż wstąpił do policji, aby tam rozwijać swoją karierę.

Akcja książki dzieje się jednak parę lat później, Victor wraca do Madrytu z północy, gdzie z sukcesem rozpracowywał grupę ekstremistów. Wraca do stolicy na pogrzeb swojego mentora przejąć posadę podinspektora w nowo otwartym wydziale kryminalnym. Niekoniecznie szczęśliwy, czas dzieli między pracę, włóczenie się po Madrycie, uczęszczanie dyskusji liberalnych w kawiarniach, spektakle teatralne i wizyty w burdelu. Nawet zakochuje się w przypadkowo spotkanej panience z arystokratycznego domu. Jednak wkrótce musi zająć się aż dwoma sprawami naraz: z jednej strony po cichu rozgrzebuje sprawę mordowanych prostytutek, która nikogo nie obchodzi, a z drugiej musi rozwikłać tajemnicę nawiedzonego domu, w którym w ciągu 50 lat, trzy niezwiązane ze sobą kobiety próbowały zamordować swoich mężów pod wpływem fragmentu z Boskiej Komedii.

Przyznam Wam się szczerze, że nie wiem jak i dlaczego przebrnęłam przez pierwszą część książki, chyba głównie z ciekawości dlaczego ktoś zdecydował się to wydać, i gdzie był edytor. Dopiero druga połowa rusza trochę bardziej z kopyta. Fabularnie miłośnicy gatunku raczej się wynudzą i tylko będą potwierdzać swoje wcześniejsze przypuszczenia jak się dany wątek rozwinie. Serio, czasem można się domyśleć nawet co poniektórych odpowiedzi bohaterów. Akcja też nie należy do wartkich, ale to dla mnie akurat nie problem.

Podejrzewam, że Ci co znają dobrze Madryt będą mieć największą frajdę z lektury,  realia tamtych czasów są zachowane dość dobrze. W swoich odniesieniach do historii Hiszpanii autor nie wymaga zbyt dużej wiedzy od czytelnika: wszystko jest ładnie wyjaśnione i pokazane w tekście. Może tylko dla tych co nie studiowali historii, filologii hiszpańskiej czy iberystyki przypomnę, że koniec XIX wieku to czas kiedy coraz więcej Hiszpanów zdaje sobie sprawę w jakim zacofaniu jest ich kraj, wielu myślicieli (literatów i polityków) zaczyna jawnie wytykać to co im się nie podoba i nawoływać do zmian, a kraj za chwilę utraci ostatnie kolonie zamorskie.

Victor Ros wszystko to obserwuje, chodzi na liczne liberalne spotkania, choć nie raz powtarzają mu, że może to zaszkodzić jego błyskawicznej karierze w policji. To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to pewna opieszałość w rozwiązywaniu obu spraw. Panowie policjanci a to sobie idą do teatru, a to znowu na walkę byków. A to na urodziny wnuczki zamiast wreszcie przesłuchać świadka, o co starali się przez dość długi czas. Albo ten moment kiedy przez resztę lata ani jedno ze śledztw nie posunęło się do przodu… bo główny podejrzany znajduje się poza miastem. Czekamy więc i my, a przy okazji autor pokazuje nam życie różnych sfer w Madrycie końca XIX wieku i przepaść między biednymi i możnymi.

Mówi się sporo o prawach kobiet i jaka to szkoda, że np. nie mogą wstępować do policji etc. różne reakcje budzi też pomysł, aby kobiety mogły głosować. Oczywiście sam bohater jako liberał jest jak najbardziej za takimi zmianami. I tu miałam pewien dysonans: Victor momentami zupełnie nie brzmi jak człowiek swoich czasów.

Żeby powiedzieć Wam co mi się najbardziej podobało w tej książce, muszę trochę zaspoilerować. Bez obaw, nie zdradzę jakie rozwiązanie znalazła każda z prowadzonych spraw. To co rzeczywiście doceniam, to wewnętrzna przemiana samego bohatera (a może po prostu zatoczenie koła). Kiedy go poznajemy przyjeżdża do Madrytu w glorii chwały rozpracowania szajki wywrotowców, on sam jednak zamiast cieszyć się sukcesem, który przyniósł mu natychmiastowy awans, czuje posmak goryczy.  Bo żeby dokonać tego co mu się udało, musiał przez parę lat żyć z tymi ludźmi udając ich przyjaciela i poplecznika. Czuje się niczym zdrajca. Trochę włóczy się bez celu ale kiedy tylko pojawiają się przed nim skomplikowane sprawy do rozwiązania rzuca się w nie, znów czując, że żyje. Było nie było rozpiera go duma, w końcu wszyscy wiedzą jaki jest dobry i jak daleko może zajść. Jednak na końcu powieści, autor wcale nie daje mu zaznać uczucia glorii czy spełnienia.

Ten wpis był o madryckim detektywie. Macie swoich ulubionych detektywów hiszpańskich?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s