Todo esto te daré, Dolores Redondo

Książka ukazała się po hiszpańsku w listopadzie 2016 roku nakładem wydawnictwa Planeta (Editorial Planeta). Powieść wygrała też prestiżową (choć czasem krytykowaną) nagrodę literacką Planeta, przyznawaną co roku dziełom hiszpańskojęzycznym.todo-esto-te-lo-dare

Wszystko to Ci dam, jak można by przetłumaczyć hiszpański tytuł powieści młodej pisarki Dolores Redondo, Todo esto te daré. Autorka najbardziej jest kojarzona ze swojej już zakończonej trylogii Baztán (pierwsza powieść z serii to El guardián invisible, w Polsce wydana w 2013 roku przez wydawnictwo Czarna Owca jako Niewidzialny strażnik). Akcja książek dzieje się w dolinie rzeki Baztán, w Navarze (coś czuję że wkrótce po nią sięgnę, bo do Navarry tęsknię i chętnie wrócę, choćby tylko literacko).

Todo esto te daré dzieje się głównie w Galicji, tutaj przedstawionej u schyłku lata, często pochmurnej lub nawet deszczowej i z chłodnymi wieczorami (to pamiętam też z własnego pobytu, wieczorami już pod koniec lata nawet po upalnym dniu jest zimno). Miguel, madrycki pisarz dowiaduje się, że jego mąż Álvaro zginął w wypadku samochodowym. Nie mniejszym szokiem okazuje się miejsce, w którym doszło do zdarzenia. Otóż mąż zamiast być w Barcelonie na spotkaniu z klientami, okazał się zjechać z drogi w Galicji (ten skrawek nad oceanem Atlantyckim, tuż przy Portugalii). Nawet nie wyłączając komputera, Miguel zbiera parę losowo wybranych ubrań i rusza w drogę, aby na miejscu odkryć, że mąż zataił przed nim znacznie więcej niż tylko cel podróży.

Powieść zaczyna się od tego specyficznego i zdecydowanego pukania do drzwi, osoby z autorytetem która domaga się wpuszczenia. Później akcja rozwija się dość powoli, spowalniana dokładnymi opisami odczuć bohatera, co pozwala czytelnikowi wczuć się w klimat miejsca w którym akurat przebywa; czy to w dusznej poczekalni w kostnicy, czy to na stokach winnicy nad samą rzeką. Kiedy tylko zaczęłam czytać zdziwiłam się na jak bardzo literacki język zdecydowała się autorka. Ma to później swoje uzasadnienie, ale od razu zwraca na siebie uwagę (i po komentarzach widzę, że to nie tylko moje odczucia). Chyba właśnie dzięki tym wszystkim zabiegom, powolnemu poznawaniu poszczególnych postaci, zaczynając nie koniecznie od najlepszej ich strony, cząstkowym odkrywaniu co się stało i skupieniu się na uczuciach głównego bohatera, kiedy dochodzimy mniej więcej do połowy książki, to co odkrywa uderza w nas z jeszcze większą siłą i ciężko się wtedy oderwać od lektury.

Uwaga dalsza część recenzji może zawierać delikatne spoilery

Bardzo sprawnie napisana powieść, po której spodziewałam się o wiele mniej. Mamy tu nasze sławne dwie Hiszpanie: Miguel i Álvaro to ta laicka i progresywna, trochę romantyczna. Jak tylko rząd zalegalizował śluby jednopłciowe Ci od razu się pobrali. Arystokratyczna rodzina Álvaro, pracownicy w pazo (nazwa tradycyjnej rezydencji/dworku w Galicji), wrogo nastawiony do rodziny porucznik (teniente) Nogueira i skostniały kler, w tym młody ksiądz Lucas, przyjaciel z dzieciństwa Álvaro i jego braci, to przedstawiciele tej tradycyjnej, prawicowej i katolickiej Hiszpanii. Choć początkowo pokazani są z punktu widzenia niezbyt przychylnie nastawionego do nich Miguela, to jednak z czasem i wśród nich znajdzie sprzymierzeńców, którzy będą starać się pomóc mu odkryć co tak naprawdę wydarzyło się tamtej feralnej nocy.

Językowo tak jak już wspomniałam mamy do czynienia z bardzo literackim i wyjątkowo mało kolokwialnym hiszpańskim, co sprawia, że powieść nie jest zbyt trudna. Od czasu do czasu pojawiają się jakieś pojedyncze słowa w galicyjskim czy wyrażenia regionalne (jak np. pazo) i trochę terminologii związanej z enologią i produkcją win, jednak nie utrudniają one lektury tylko ubarwiają. Zawsze to miło jak można złapać trochę niepotrzebnego człowiekowi słownictwa.

Rozwój fabuły nie byłby aż tak zaskakujący, gdyby autorka nie uśpiła czujności czytelnika przyzwyczajonego do schematycznych rozwiązań. A tak, jak już nabiera rozpędu to czytelnik zostaje zupełnie pochłonięty przez wartką akcję. Mnie ujęło trio jakie stworzyli Nogueira, Miguel i Lucas. Przedstawiciele trzech różnych światopoglądów, początkowo niezbyt przychylnie do siebie nastawionych, a później razem płaczących, śmiejących się i nawzajem się wspierających. Chętnie spotkałabym ich jeszcze raz. Na pewno znalazłyby się jeszcze jakieś zamiecione pod dywan brudy, które można by wyciągnąć.

A na koniec krótki reportaż (po hiszpańsku) promujący książkę:   http://www.rtve.es/drmn/embed/video/3758894

Reklamy

One thought on “Todo esto te daré, Dolores Redondo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s