Grüße aus Fukushima (Fukushima, moja miłość, 2016)

Miałam dzisiaj pisać o swoim cudownym weekendzie z francuskimi deserami i klasykami Bollywood z lat 70. z Bacchanem w roli głównej. Jednak niespodziewanie w poniedziałek znalazł się moment aby wieczorem wyskoczyć do kina i zobaczyć najnowszy film niemieckiej reżyser Doris Dörrie, pani która nakręciła pare lat temu Kirschblüten – Hanami (w Polsce Hanami – Kwiat wiśni), film nakręcony w hołdzie Yasujiro Ozu i jego Tokyo Monogatari (Tokijska Opowieść). Swoją drogą, jak go oglądałam po raz pierwszy to nie miałam pojęcia ani o Ozu, ani tym bardziej o jego dziełach. Jednak trochę czasu już upłynęło, moja wiedza filmowa znacznie się poszerzyła (choć na szczęście jeszcze wiele przede mną), a Doris nakręciła kolejny film o Japonii, tym razem czarno-biały. I znów mnie zachwyciła.

fukushima11.jpg

Marie (Rosalie Thomass) to młoda Niemka, której życie rozpadło się na kawałki. Choć długo nie mówi dlaczego, to od pierwszej sceny widzimy, że miało to coś wspólnego ze ślubem, który najprawdopodobniej się nie odbył. Nie wiedząc co dalej robić, zgłasza się na ochotnika do grupy klaunów, którzy udadzą się do jednego ze schronisk dla uchodźców z Fukushimy, znajdującego się w dawnej strefie zero.

Niestety rozśmieszanie ludzi, których cały dorobek życiowy został porwany przez fale tsunami a z powodu awarii elektrowni jądrowej nawet nie mogą wrócić do swoich domów i ich odbudować okazuje się być trudniejsze niż oczekiwała. Nie zna języka i wydaje się, że nie jest w stanie nawiązać odpowiedniej więzi z tymi ludźmi. Kroplą która przeleje czarę goryczy będzie pewna starsza Japonka, Satomi (Kaori Momoi), która wykorzysta ją (i skradziony samochód) żeby wrócić do swojego zniszczonego domu. Nie będzie to chyba dużym spoilerem jeśli powiem, że Marie zdecyduje się z nią zostać i pomóc w porządkowaniu.

201606080_1_IMG_FIX_700x700.jpg

I tak dostajemy niezwykle estetyczny film, z pięknymi widokami na opustoszałą okolicę Fukushimy zmieszanymi z migawkami ujęć z momentu w którym została ona zalana falami morskimi. Podglądamy fragmenty tradycji japońskiej, zachwycającej i celebrowanej z należną czcią nawet wśród gruzów. Tradycji i kultury, która w sumie już powoli staje się historią. Tutaj reżyser przywołała je robiąc z Satomi ostatnią gejszę w regionie. To wszystko mamy ostro skontrastowane z młodą Niemką, która dla Japonki uosabia grację wielkiego słonia, który choć się stara, nigdy nie osiągnie odpowiedniego stopnia wyrafinowania. Jako widzowie nauczymy się podczas seansu jak zamiatać, jak podawać, trzymać i pić herbatę czy też jak nie siadać. Dostaniemy też porcję opowieści z duchami i związanych z nimi wierzeń.

Najsłabiej w całym tym dziele chyba wychodzi sama fabuła. Cel filmu jest jasny i podkreślony zdjęciami po napisach końcowych. Nie zapomnijmy o Fukushimie. Pokazać co się tam stało i jak mieszkańcy i władze sobie z tym (nie)radzą. Parę lat temu cały świat zamarł w przerażeniu, a teraz worki z radioaktywną ziemią leżą pozostawione w równych rzędach i nikt się tym nie przejmuje. Strefa zero zmieniła nazwę i oprócz zamkniętych terenów można tam mieszkać w specjalnie wybudowanych barakach. Miałam wrażenie, że cała fabuła to tylko dodatek, pretekst aby pokazać problem i pozachwycać się japońską tradycją.

5yyt.jpeg

Cel jak najbardziej został osiągnięty, nie wyszliśmy z kina obojętni, tylko przejęci i pełni zachwytu. Do filmu na pewno wrócę, choć pewnie już nie w kinie. Ciekawa jestem jakie wrażenie na mnie zrobi na znacznie mniejszym ekranie. Bo obraz to największa siła tego filmu. Potrafi zachwycić zwykłą czarką do herbaty wśród gruzów, pyłu i zniszczenia.

Reklamy

One thought on “Grüße aus Fukushima (Fukushima, moja miłość, 2016)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s