Pocket Edinburgh, Neil Wilson vs. para skner

Wydawnictwo Lonely Planet, pierwsze wydanie 2008, trzecia edycja z 2014.

Dzisiaj nietypowa recenzja bo przewodnika skontrastowanego z rzeczywistością zastaną. Dlaczego polka kupuje anglojęzyczny przewodnik? Prosta odpowiedź: bo może i lubi. Koniec dyskusji na ten temat. Przejdźmy dalej; decyzja o wyjeździe na krótkie wakacje właśnie do Edynburga zapadła z, podejrzewam, nietypowego powodu: chęci zobaczenia na żywo pandy wielkiej (tak się składa, że w edynburskim zoo są dwie). wp_20170220_15_47_24_pro

Zacznijmy od samego wydania. Przewodnik pocket jest rzeczywiście mały i lekki, tak że bez problemu chodził z nami czy to w torebce czy w kieszeni kurtki (i pomimo częstego wyciągania i przeglądania w różnych warunkach pogodowych stan książki nadal mieści się w kategorii dobry/bardzo dobry). Z dodatkowej wyjmowanej mapy w sumie nie korzystaliśmy, ale często konsultowaliśmy małe mapki w środku (dobrym pomysłem okazało się przyklejenie różnokolorowych znaczników przy każdej z nich). Oczywiście nie obyło się czasem bez pomocy ściągniętych na komórkę map offline. Zawartość podzielona jest na regiony (Old Town/Holyrood & Arthur’s Seat/New Town/West End & Dean Village/Stockbridge/Leith/South Edinburgh + propozycja wyprawy do Rosslyn Chapel) z krótkim wstępem, propozycjami tras spacerów, skrótowymi opisami najciekawszych zabytków, podpowiedziami gdzie zjeść i wypić (podzielonymi na trzy kategorie: od tańszych do tych najbardziej ekskluzywnych) oraz na jakie sklepy warto zwrócić uwagę. To wszystko przyprawione historycznymi odniesieniami. Wszystko przystępnym i rzeczowym językiem. Ze względu na swoją wielkość nie jest to pozycja wyczerpująca temat i na pewno warto poszukać w internecie więcej informacji o tym co nas interesuje, ale świetnie nadaje się do zaplanowania podróży i wyrobienia sobie pojęcia co tak właściwie zobaczyć w tym całym Edynburgu. Bo pandy pandami, ale jak już jedziecie to warto co nieco pozwiedzać.

I tu dochodzimy do tego co mnie zdziwiło: bardzo krótka wzmianka o edynburskim zoo. Moje zdanie nie jest obiektywne, ale skoro Royal Botanic Garden to „Top Sight” to zoo jak najbardziej też powinno należeć do tej kategorii.Nie chodzi o to, że ogrody botaniczne nie są ciekawe, ale nasz dzień w zoo należał do najlepszych. Nie tylko w Edynburgu, ale też była to najlepsza wizyta w zoo jaką pamiętam. Na pierwszy rzut oka nie ma tam zbyt ciekawego dla nie-zoologa repertuaru zwierząt (oprócz wspomnianych pand czy parady pingwinów, na którą się nie załapaliśmy z powodu szalejącej ptasiej grypy), ale oprowadzane po ogrodzie wycieczki z jednym z jego pracowników to jego największy skarb. Bo co innego zobaczyć prześmiesznego Sun Bear (Biruang Malajski), a co innego usłyszeć historię jak te dwa konkretne miśki zostały znalezione po pięciu latach (od urodzenia) życia w małych klatkach i sprowadzone do zoo. Warto nie tylko stawiać się o wskazanych na ulotce godzinach, ale też przechodzić z miejsca na miejsce z samym przewodnikiem, bo nie raz zatrzyma się po drodze przy jakimś zwierzaku i opowie dlaczego to wielkie, dziwne, kolorowe ptaszysko jest ważne dla nas jako ludzi i jak śmiertelne w skutkach może okazać się spotkanie z ptaszyskiem i zajście mu za skórę.

Jeśli chodzi o porady sklepowe to niestety jedyne co nas interesowało (księgarnia – antykwariat McNaughtana) była akurat zamknięta. Całkiem niedaleko jednak, po drugiej stronie ulicy natrafiliśmy na muzyczno-książkowy antykwariat Elvis Shakespeare, który przywitał nas rockendrollową muzyką puszczoną z winylowej płyty, a z którego wyszłam z książeczką dla dzieci Paddington Bear kupioną za bezcen.

Co do jedzenia i picia też nie kierowaliśmy się przewodnikiem, napisanym jednak parę lat temu, tylko albo znajdowaliśmy miejsca sami, albo też kierowaliśmy się rekomendacjami przewodnika z Zoo, który chyba nas polubił. Jeszcze tuż przed samym zamknięciem opowiadał o Edynburgu i jego atrakcjach.

Podsumowując te przydługie dygresje: przewodnik okazał się dobrym zakupem. Teraz pewnie warto by było poczytać o tym wszystkim więcej i dokładniej. Pocket Edinburgh to świetny punkt startowy i jak najbardziej wystarcza na krótką wycieczkę do tego wspaniałego miasta. Użyteczną kopalnią informacji tam gdzie przewodnik czegoś nie dopowiedział byli sami Szkoci spotkani po drodze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s