Sfilmować duszę. Mała historia kina japońskiego (Piotr Kletowski)

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Manggha w roku 2007. 

Książka Piotra Kletowskiego to krótka monografia historii kina japońskiego, którą sfilmowac-duszedorwałam na warszawskim festiwalu kultury japońskiej Matsuri (tego samego wydawnictwa złapałam jeszcze zbiór tekstów różnych autorów o chyba najbardziej znanym reżyserze japońskim, Akirze Kurosawie). Monografia, czyli praca naukowa, więc nie ma co oczekiwać barwnych opisów mających na celu zachęcić czytelnika do obejrzenia filmów, prawda?

No niestety tak jest. Choć to rzetelna praca, to jednak suche opisy kto jaki film nakręcił w jakiej stylistyce i jakie trudy życia codziennego bądź jakie zmagania samurajskie pokazał jakoś nie zachęcają do sięgnięcia po ten właśnie film a nie inny. Ponieważ praca jest krótka (74 strony) to nawet i o samych tendencjach w kinie niewiele się dowiemy i lekturę wypadałoby poszerzyć jakimś kolejnym, już nieco grubszym opracowaniem. Mimo to znajdziemy tu ogólny zarys historii kina od samych jego początków na wyspach aż po pierwsze lata XXI wieku. Lektura na jeden, może dwa wieczory, która zupełnie nie wyczerpuje tematu. Tym lepiej to widać z perspektywy 10 lat od wydania książki, gdzie najnowsze produkcje wspomniane przez autora to już historia i klasyki kina grozy czy innych gatunków.

Cenny jest na pewno słowniczek podstawowych terminów zamieszczony na końcu publikacji, ale już wypis nazwisk japońskich o tyle mało użyteczny, że brakuje w nim spisu stron, na których o danym człowieku było coś napisane. Bo np. bliższe spojrzenie na filmy Ozu wcale nie znajduje się w okresie nazwanym tu mistrzowskim (1945-1960), kiedy to tworzył swoje najsławniejsze dzieła, tylko w okresie przedwojennym, tu nazwanym klasycznym (1923-1945) kiedy zaczynał. Oczywiście nie raz był później jeszcze wspominany przy okazji innych reżyserów. I teraz pomyślmy, że chciałabym sobie przeczytać jeszcze raz wszystko co autor napisał o Ozu. A to jedno z bardziej rozpoznawalnych nazwisk, a książka pełna jest postaci, o których czytałam po raz pierwszy. Zatem czy pisząc jakiś kolejny wpis o starszym filmie japońskim wrócę do tej pozycji szukać informacji? Pewnie raczej nie, łatwiej będzie tego szukać w internecie.

Narzekam, a przecież książka tak ładnie wydana. Gruby, błyszczący papier, utwardzona okładka, na początku rozdziału duże zdjęcie w pewien sposób reprezentacyjne dla danego okresu. Wydaje mi się jednak, że można było zaoszczędzić trochę na jakości papieru, ale za to dorzucić co najmniej dwa razy tyle treści. I trochę bardziej użyteczny indeks by nie zaszkodził. A może autor pokusiłby się o ponowne, uaktualnione wydanie? Ach te marzenia. Pamiętajcie jednak, że jest to moja subiektywna ocena. Nijak nie żałuję wydanych pieniędzy na książkę i z przyjemnością ją przeczytałam jeżdżąc tramwajami to w jedną to w drugą stronę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s