おくりびと (Departures/Pożegnania 2008)

Lato to jeden z najlepszych okresów do nadrabiania zaległości. Co prawda plany zazwyczaj znacznie przekraczają realizację, a czas ucieka przez palce to jednak zawsze parę tytułów z listy się skreśli. I Pożegnania (w org. おくりびと, Okuribito) to tytuł, który zdecydowanie zasługuje na Waszą uwagę jeśli jeszcze go nie widzieliście.

okuribito

Daigo Kobayashi (Masahiro Motoki) spełnił swoje marzenie: gra w prywatnej orkiestrze na wiolonczeli (チェロ). Niestety z powodu braku widowni i funduszy orkiestra wkrótce zostaje rozwiązana. Daigo nie wiedząc co robić (innej pracy nie ma, a na wiolonczeli jest olbrzymi dług), postanawia odsprzedać wspaniały instrument i wyjechać do rodzinnej miejscowości w prefekturze Yamagata (na północ od Tokyo, region Tohoku). Jego żona, web designer, Mika (Ryōko Hirosue) uśmiecha się tylko i jedzie wraz z mężem do odziedziczonego domu/kawiarni. Daigo szuka pracy czytając ogłoszenia w gazecie i jedno z nich przykuwa jego uwagę: nie ma ograniczenia wiekowego, niezbyt długie godziny pracy, dobra płaca, coś związanego z podróżami. Jakież będzie jego zdziwienie gdy odkryje nie biuro podróży tylko coś a la dom pogrzebowy.

Okuribito photo 10.jpg

Jeśli chodzi o fabułę to niewiele jest w tu nowych elementów. Nic co się wydarzy raczej Was nie zaskoczy (a może to ja za dużo już tych filmów obejrzałam?). Nowością i tym co sprawia, że film Yōjirō Takita naprawdę warto zobaczyć jest nowy zawód głównego bohatera. Tytułowe okuribito choć w filmie zapisane hiraganą, można też zapisać za pomocą znaków: 送り人. Pierwsze dwa znaki pochodzą od czasownika okuru, wysyłać lub odprowadzać kogoś (to take or escort a person somewhere, to see off a person).Samo okuri może też oznaczać pogrzeb. Jeśli dodamy to tego znaku ostatni już hito (tutaj udźwięczniony do bito) czyli człowiek, wychodzi nam osoba, która odprowadza kogoś kto wybiera się w podróż (np. samolotem). I tym właśnie zajmuje się Daigo jako nōkanshi (納棺師), przygotowuje i eskortuje zmarłych w ich wyprawie w zaświaty (ciekawostka, w słownikach znajdziecie wyjaśnienie nōkan, wkładanie ciała do trumny, ale już nazwy zawodu z -shi/師 na końcu, znak na nauczyciela i specjalistę, nie).

okuribito2.jpg

Nie wiem czy zauważyliście, ale kiedy ktoś umiera w filmie czy serialu japońskim mamy dość podobne do siebie obrazki pogrzebów. Raczej nie pokazuje się samego procesu obmywania, ubierania i malowania zwłok. W Okuribito napatrzycie się na to przez pół filmu. Ci co boją się obrzydliwości mogą spać spokojnie, wyprawa dla zmarłego jest tu podniesiona do rangi sztuki. Delikatność, staranność, dokładność to przymiotniki charakteryzujące Daigo i jego szefa Sasaki przy pracy. Choć cały rytuał ma miejsce na oczach rodziny to dbają o to aby np. ciało zmarłego nigdzie nie wystawało przy obmywaniu. Na koniec co poniektórzy denaci wyglądają nawet lepiej niż za życia.

okuribito3.jpg

To z jednej strony. Z drugiej mamy reakcję otoczenia, Mika kiedy odkryje prawdę  stwierdzi, że jego ręce są brudne i żeby jej nie dotykał (przekonanie dość mocno zakorzenione w kulturze japońskiej). Kiedy on odmówi odejścia z pracy posunie się nawet do wyjazdu do domu rodziców. Jednak pierwsze ostrzeżenie, że ta praca tutaj tak wspaniale pokazana, jest czymś co ludzi odpycha przyjdzie od przyjaciela z dzieciństwa, który na ucho poradzi Daigo znaleźć porządną pracę. A może to komentarz jednego z żałobników do młodego chłopaka, że jeśli nie będzie ciężko pracować to skończy jak Daigo. Ciekawe jest to w jak wielu kulturach czujemy smutek i żal przy śmierci bliskich, ale nie respekt dla ludzi, którzy się nimi zajmują.

Okuribito photo 11.jpg

Wszystkie postaci są świetnie zagrane i aktorzy dobrze dobrani do roli. Trudno nie polubić każdego z osobna i nie przejąć się ich losami. Akcja rozwija się powoli i jest przeplatana muzyką graną przez Daigo na dziecinnej wiolonczeli, często gdzieś w scenerii Yamagaty. Ujęcia są raczej spokojne, nikt się tam nie spieszy. Pory roku się zmieniają a wraz z nimi światło w domu czy w firmie. Nie ma prawienia morałów, ani wielkich filozoficznych dysput. Film zachwyca szczegółami w scenografii, muzyką (Joe Hisaishi, pan piszący utwory do większości filmów Miyazakiego) i ujęciami.

Dla chętnych recenzja po angielsku od Rogera Eberta i przewodnik (też po angielsku) po lokalizacjach gdzie kręcono film. W ogóle film jest luźno oparty na wspomnieniach Shinmona Aokiego, wydanych po angielsku pod tytułem Coffinman. Producenci początkowo nie byli zbyt przychylnie do filmu nastawieni z obawy przed uprzedzeniami społecznymi wobec osób, które zajmują się zmarłymi. Niestety same rytuały pokazane w filmie powoli odchodzą już w przeszłość, najwięcej odbywa się ich jeszcze w regionach wiejskich. Dzisiaj większość ludzi umiera w szpitalach i preparacją zajmuje się personel szpitalny, z dala od rodziny. Dopiero film sprawił, że sam zawód nōkanshi  jak i rytuały związane z nōkan zyskały swoich fanów w Japonii i po za nią.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s