Brideshead Revisited (2008)

Bridshead Revisited to książka angielskiego pisarza Evelyn Waugha. Jest to też mini serial z 1981 roku, dzięki któremu wypłynął dla międzynarodowej publiczności Jeremy Irons. W 2008 roku historię z dwudziestolecia międzywojennego wziął na warsztat Julian Jarrold (to ten od The Girl, czyli Dziewczyna Hitchcocka, Becoming Jane a ostatnio A Royal Night Out), który w głównych rolach obsadził popularnych aktorów brytyjskich (Mathew Goode, Ben Whishaw, Hayley Atwell, Emma Thompson i Michael Gambon ).

Książki jeszcze nie czytałam, ale przeglądając recenzje na goodreads chyba się na nią niedługo skuszę. Serialu też nie widziałam, ale kto wie, może za jakiś czas. Czy to znaczy, że film powalił mnie na kolana? Arcydzieło to to nie jest, i chętniej zobaczyłabym innego reżysera w tej produkcji (ale z tymi samymi aktorami). Mimo to podobał mi się. Generalnie bardzo lubię wszystko co opowiada o Anglii w okresie między wojennym, to taki, wydawałoby się, dość beztroski i dekadencki czas.

6242.jpg

Oddział brytyjski rozkłada swoją bazę w olbrzymiej posiadłości, Brideshead. Narrację zaczyna jeden z oficerów, Charles Ryder (Mathew Goode), któremu wielki dom nie jest zupełnie obcy. Oglądając przestrzenne sale i przykryte rzeźby klasyczne zaczyna wspominać wydarzenia sprzed paru lat. Zdolny, z niezbyt zamożnego domu, na studiach w Oxfordzie poznał bajecznie bogatego młodego lorda Flyte’a (Ben Whishaw), który wprowadził go do swojego kręgu dobrze sytuowanych. Zafascynowany nowym znajomym, z którym szybko odnajduje wspólny język przyjmuje zaproszenie do jego rodowej posiadłości i tym samym daje się wciągnąć w rodzinne problemy Flyte’ów. Chłopcy razem dużo piją, bawią się i pływają nago w wielkiej fontannie przed posiadłością. Czasem towarzyszy im Julia (Hayley Atwell), siostra Sebastiana. Cień na ich sielankę kładzie matka rodzeństwa, Lady Marchmain (Emma Thompson). Apodyktyczna, pobożna katoliczka, która wychowała swoje dzieci w poczuciu winy za grzechy. Jako ateista Charles choć początkowo zafascynowany nie rozumie jednak świata, w którym się znalazł.
2008_brideshead_revisited2.jpg

Niedługo jednak pozostają w towarzystwie Lady Marchmain, bo przychodzi zaproszenie od ojca (Michael Gambon) aby na resztę wakacji przyjechali do niego (i jego kochanki) do Wenecji. Tam wreszcie wszyscy mogą odetchnąć z ulgą po dusznej atmosferze, którą wprowadziło pojawienie się matki. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie… aha, już się zagalopowałam.  Barierą między bohaterami okazuje się religia i uczucia. Bo nie zabrakło trójkąta miłosnego: Sebastian jest zakochany w Charlesie, a Charles nie może oderwać oczu od Julii. Ok, nie będzie więcej spoilerów.

maxresdefault.jpg

Początkowo uznałam film za typowy anglikański straszak przed katolicyzmem. Jednak taka interpretacja w zupełności nie oddaje tego co pokazuje ta historia, ale odkryłam to dopiero czytając na wiki krótki życiorys Waugha. Bo o to ateista po studiach w Oksfordzie (gdzie znalazł się szybko w kręgu znajomych podobnym do tego z filmu, czyli dekadenckie życie, w oparach alkoholu i w ramionach niektórych kolegów) i nieudanym małżeństwie z dziewczyną z dobrego domu przyjął chrzest rzymskokatolicki. Są to zatem obserwacje różnych postaw ludzi z jakimi miał do czynienia i jeśli, to jest to raczej chęć napiętnowania pewnych postaw życiowych, które sam zaobserwował w rodzinach swoich znajomych. Z drugiej strony mamy do czynienia z fascynacją ateisty tajemniczą religią i przywiązania do swojej wiary jej wyznawców, względem której bohater nie potrafi pozostać obojętny.

brideshead.jpg

Julian Jarrold, reżyser, ma dar nie wpadania w przesadny melodramatyzm, nawet jeśli historia sama do tego zaprasza. Wydaje się, że nawet przez trudne momenty przeprowadza widza lekką ręką. A może to ja już tego nie czuję po kontakcie z dramami, gdzie najmniejszy nawet problem potrafi zostać wyolbrzymiony do rozmiarów katastrofy nuklearnej. Historia było nie było smutna i daje do myślenia, bo dla mnie żadna z postaci nie była czarna albo biała, raczej każdy poruszał się w sporym spektrum odcieni szarości, pełen chęci żeby żyć szczęśliwie, jednak ograniczany przez samego siebie. Tylko może ze względu na tą lekką rękę reżysera, zabrakło jakiejś głębi, czegoś co nie pozwoliłoby widzowi pozostać obojętnym na losy bohaterów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s