Sidney Chambers and the Shadow of Death (Grantchester Mysteries, James Runice)

I znów piszę o detektywie-pastorze na rowerze. I to na dodatek tym samym co w serialu… Czy aby na pewno tym samym? Już po okładce widać, że Sydney blondynem raczej nie był.

grantchester-cover

Niektóre z odcinków pierwszego sezonu odpowiadają kolejnym rozdziałom książki, jednak wiele zostało zmienione. Czytając miałam wrażenie, że scenarzyści pozaznaczali w książce te pomysły i wypowiedzi, które im się spodobały i stworzyli swoją własną historię. Co ciekawe to choć obie wersje różnią się znacznie od siebie, to ciężko byłoby mi wybrać, którą wolę bardziej.

W ramach przypomnienia, Canon Sindey Chambers to trzydziestoparoletni proboszcz na Grantchester (przy Cambridge) plus wykładowca i ogólnie człowiek wiecznie zajęty. Lubi jazz, whisky (i piwo, nie przepada za sherry), chętnie czyta powieści. A, oprócz tego odznaczony weteran wojenny. Akcja rozpoczyna się w roku koronacji królowej Elżbiety (lata 50.).

Obie historie zaczynają się od pogrzebu samobójcy, po którym niechętny klecha zostaje postawiony w trudnej sytuacji: jedna z żałobnic prosi go by wszczął dochodzenie na własną rękę, bo ta śmierć nie nastąpiła z woli zmarłego. I tak Sidney, niechętnie, zaczyna mieszać się w sprawy policji, a później dodatkowo musi udowodnić inspektorowi, że naprawdę doszło do morderstwa. Różnica jest taka, że w książce obaj się znają bo co czwartek grają w backgammon popijając piwo, a w serialu to ich pierwsze spotkanie.

Później rozbieżności już się tylko mnożą, a mimo to znając serial łatwo wywnioskować kto zabił czy ukradł. To jednak nie przeszkadza bo siła tych opowiadań leży w interakcji między bohaterami.

Ta, która najmniej jest do siebie podobna w adaptacji to Amanda Kendall, na czym w mojej opinii kiepsko wyszła.  W książce jest dziewczyną z bardzo dobrej rodziny, lekko posh, ale pracująca w zawodzie i znająca się na swoim fachu konserwatorka sztuki, co też pozwala w jednym z opowiadań wykryć oszustwo i kradzież, o której właściciele obrazu nie mieli nawet pojęcia. Oprócz tego jest niezależna. Po scenie jaką urządza jej bogaty narzeczony, Guy, z powodu zniknięcia zaręczynowego pierścionka po prostu z nim zrywa, a nie jak trusia idzie dalej z przygotowaniami do ślubu jak to było w serialu (z resztą tam  nie do końca rozumiem czemu ona w ogóle za niego wychodzi). Z Sydney’em są na przyjacielskiej stopie, gdzie każdemu bardzo zależy na tym drugim, jednak co chwila sami podkreślają różnice społeczne (np. samochód Amandy, który dostała w prezencie od rodziców kosztował dwuletni roczny dochód chłopaka). Sama też nie ogranicza swoich kontaktów towarzyskich jako jedna z lepszych partii w mieście i nie raz powtarza, że nie nadawałaby się na żonę pastora. No i nie lubi jazzu.

Z drugiej strony Hildegarda po wyjeździe do Niemiec, wspominana jest tylko od czasu do czasu i przy okazji. W pierwszym tomie opowiadań wcale nie wraca do Anglii, to Sindey będzie musiał pojechać do niej do Niemiec jeśli chciałby się z nią zobaczyć.

Inspektor Keating też ma mniejszą rolę w książce, ale za to doskonale zna się na swojej robocie i nie ma skrupułów żeby wykorzystać osobę duchowną żeby popchnąć do przodu śledztwo, bo wie, że ludzie powiedzą mu więcej niż policji.

Zamiast zająć się książką jako taką cały czas ją porównuję, ale to dlatego, żeby pokazać, że to nie są te same historie. To co mnie w prozie Runcie’a zachwyciło to jego piękna angielszczyzna i dbałość o to by np. amerykańska jazzowa śpiewaczka nie mówiła jak angielska dama tylko jak jazzowa śpiewaczka z lat 50. Jest też sporo cytowania poezji, szczególnym upodobaniem cieszy się tu Byron. Od innych współczesnych kryminałów różni się brakiem krwawych scen i nadmiernej przemocy, wszystko utrzymane jest bardziej w klimatach Agathy Christie.

Przyjemna lektura na niedzielne popołudnie albo dłuższą podróż. W sumie ukazało się już pięć tomów przygód Sidney (ostatnia w tym roku). Niestety biorąc pod uwagę zakończenie drugiego sezonu (zresztą zupełnie od czapy i nie pasujące w klimacie do reszty odcinków) chyba nie ma co liczyć na kolejny sezon…

A jednak nie: dwa dni temu pojawiła się informacja o jego wznowieniu.

Reklamy

One thought on “Sidney Chambers and the Shadow of Death (Grantchester Mysteries, James Runice)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s