海街 (Umimachi Diary – Our Little Sister) (2015)

W 2007 roku nagrody (np. Excellence Prize na Media Arts Awards czy Taisho Award) zbierała manga typu josei autorstwa Akimi Yoshida. Czym jest josei? To komiksy przeznaczone dla starszych nastolatek i młodych kobiet. Nie jest to najpopularniejszy gatunek poza Japonią. Niewiele tytułów znajduje oficjalnych tłumaczy, a mimo to moim zdaniem jest to jeden z ciekawszych gatunków i ma niewiele wspólnego z dużo lepiej znanymi i często naiwnymi romansami shoujo wydawanymi dla nastolatek. A kim jest Akimi Yoshida? To autorka m.in serii Banana Fish z lat 80-tych. Aż trudno uwierzyć, że to ta sama osoba.  Umimachi Diary to nie pierwsza adaptacja jej mangi, inne tytuły doczekały się już filmów telewizyjnych (live action) i dram, ale pierwsza, która walczyła o Złotą Palmę na  festiwalu w Cannes a w maju wchodzi u nas do kin. Może doczekamy się wreszcie jakichś tłumaczeń, bo mojemu japońskiemu daleko jeszcze do czytania książek dla czytelników powyżej ósmego roku życia.

Our_Little_Sister-0005.jpg

Tak się zdarzyło, że temat mangi spodobał się znanemu już trochę w Polsce reżyserowi Hirokazu Koreeda (Jak ojciec i synSoshite chichi ni naru, leciało u nas w poprzednie albo jeszcze wcześniejsze wakacje). Japoński auteur najchętniej w swoich filmach podejmuje temat rodziny tworząc spokojne i stonowane, refleksyjne family drama, przez co często porównuje się go do jednego z mistrzów japońskiego kina, Yasujiro Ozu, choć sam odwołuje się do  Mikio Naruse i Kena Loacha (więcej o nim samym, jego przemyśleniach i historii rodzinnej  w artykule TheGuardian).

W jego pracach zawsze są obecne śmierć i więzi rodzinne. Szczególnie interesuje go sytuacja gdzie brakuje jednego z członków rodziny i ktoś próbuje przejąć rolę rodzica. Ten dramat jest jednak złagodzony scenami z życia codziennego, które niejednokrotnie wysuwają się na pierwszy plan. W Umimachi Diary to m.in. zbieranie owoców śliwy, mycie schodów, rozwieszanie prania czy przygotowywanie posiłków. Hipnotyzujące, a zarazem tak pokazane, że po seansie widz docenia rzeczywistość, która go otacza, choć wiele jej brakuje do tej pokazanej.

day1-1.jpg

A o czym tak właściwie jest film? Umimachi Diary (海街, gdzie海 to morze, a 街 miasto) można by próbować przetłumaczyć jako dziennik nadmorskiego miasta. Od rozwodu rodziców trzy siostry (Sachi, Yoshino i Chika Kouda), już dorosłe, mieszkają w starym domu odziedziczonym po babci. Pewnego dnia dostają wiadomość o śmierci swojego ojca, który przed laty odszedł do innej kobiety. Na pogrzebie poznają swoją przyrodnią siostrę, 13-sto letnią Suzu Asano, którą nieoczekiwanie postanawiają przygarnąć. Kareeda świetnie pokazuje ich relacje, gdzie choć wszystkie cztery znajdują się w trudnej emocjonalnie sytuacji, to jednak nie popada w przesadny dramatyzm. Wszystko otoczone jest lekkością i radością czerpaną z małych, codziennych rzeczy.

Może to dlatego, że ostatnio dużo myślę o honne i tatemae (honne to to co człowiek naprawdę myśli i czuje, a tatemae to to co pokazuje na zewnątrz), ale z fascynacją zastanawiałam się kiedy bohaterki pokazują honne, a kiedy tatemae. W końcu co by się nie działo, dziewczyny są miłe i uśmiechnięte. Też ciekawe było widzieć w jak dobrych są relacjach, ale każda z nich ma swój własny świat i swoje sprawy, którymi niekoniecznie dzieli się z pozostałymi.

umimachi d.jpg

Druga myśl, która mnie nie opuszcza jest jak bardzo pewne elementy przypominają wietnamski film Anh Hung Tran, The Vertical Ray of the Sun (po polsku jako Schyłek lata). Nie chodzi tylko o to, że są to historie o trzech siostrach, które przeżywają różne dramaty osobiste. Nie bezpośrednio, ale jest tam też obecna śmierć (film dzieje się w ciągu jednego miesiąca: zaczyna od obchodów rocznicy śmierci ich matki, a kończy w rocznicę śmierci ich ojca). Co prawda nie ma poruszonego tematu „wypełnienia pustki” po rodzicu, ale jest za to zdrada, chęć rozwodu, druga rodzina czy chęć odejścia od pierwszej żony. Jednak te wszystkie podobieństwa przychodzą do mnie dopiero teraz jak to piszę. Pierwszym co tak naprawdę nasunęło mi skojarzenie były ujęcia pokazujące codzienne czynności, tempo całego filmu i pogodne podejście bohaterek do życia. Niektórzy nie przepadają za takimi filmami, w których „nic się nie dzieje”,  dla mnie jednak są to najlepsze i najciekawsze produkcje. Podobnie, jeśli chodzi o codzienność i szczegóły, jest w filmach Naoko Ogigami (pisałam jakiś czasm temu o Megane, a w Muranowie znów leciało Rent-a-neko).

Zostało mi tylko przeczytać mangę, żeby poznać materiał źródłowy. A do pana Koreedy jeszcze wrócę, bo mam całą listę jego filmów do nadrobienia. Dodam jeszcze jedną obserwację, tym razem o aktorach. Oglądając, miałam wrażenie, że rozpoznaję prawie większość twarzy. I się nie myliłam, widziałam ich głównie w dramach. Niektórych kojarzę także z innych filmów. Dobrze ich znów zobaczyć i to w czymś co oficjalnie wyszło poza Japonię.

Reklamy

One thought on “海街 (Umimachi Diary – Our Little Sister) (2015)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s