Naanu Nanna Kanasu (2010)

Kiedy mówię Prakash Raj, mam przed oczami aktora kina akcji, który pojawia się w filmach południowoindyjskich (m.in. Kannada, Tamil, Telugu, Malayalam) i paru bollywoodzkich produkcjach. Określa się go mianem poligloty, bo mówi biegle w kannada, tamilskim, telugu, malayalam, marathri, hidni i po angielsku. Znany jest głównie z ról czarnych charakterów (np. w Singham), choć dostaje też role aktorów charakterystycznych (cóż, trudno by mu było zdobyć rolę amanta). Oprócz tego zajmuje się reżyserią i produkcją filmów. Między innymi robi remake własnych filmów. Naanu Nanna Kanasu to remake w kannada jego tamilskiego filmu Abhiyum Naanum.

naanu4

Film opowiada o ojcu (Uthappa, w tej roli Prakash Raj), który ma fioła na punkcie swojej córki (tytułowa Kanasu, w jej roli młoda wschodząca gwiazda kina kannada Amulya). Od momentu jej narodzin świata nie widzi po za nią, i gdyby trzeba było to pewnie i w ogień by za nią skoczył. Córka wiedząc, że dowolne jej życzenie zostanie spełnione wystawia rodziców na ciężkie próby. A to przyprowadzi do domu żebraka, który zostaje z nimi jako członek rodziny, a to odda koszulę ojca (każąc mu ją zdjąć na środku ulicy) żebraczce w porwanym ubraniu. Rodzice zamiast ją zbesztać cieszą się, że tyle mogą się od własnej córki nauczyć. Jednak w rodzicielstwie przychodzą trudne chwile, takie jak  np. wysłanie córki na parę godzin do szkoły. Czy pozwolenie żeby sama jeździła do niej na rowerze. Wydawałoby się, że najtrudniejszym momentem będzie jej wyjazd na studia do Delhi, a tu zaraz po jej powrocie nowy cios spada na biednego ojca: jego mała dziewczynka zakochała się i chce wyjść za mąż, za poznanego na studiach niezależnego dziennikarza. Jakby tego było mało, przyszły zięć jest synem Pendżabu (daleka północ), nie ma rodziców i nie zna kannada. Najchętniej porozumiewa się po angielsku lub w hindi. Przy czym Uthappa praktycznie nie mówi w żadnym innym języku niż kannada. Tylko jego żona, Kalpana (w tej roli piękna Sithara) nieśmiało odpowiada przybyszowi w hindi. No i oczywiście Patel (grany przez Achyutha Kumara), dawny żebrak i włóczęga wykazuje się znajomością obu języków.

naanu7

Jeśli jeszcze się nie zorientowaliście to jest to całkiem nieźle skrojona komedia, z wieloma typowymi zagrywkami (pękające spodnie, kiedy bohater pochyla się aby pozdrowić babcię pana młodego czy sceny, kiedy bohater przygotowuje się do wywiadu w szkole, który ma zadecydować o przyjęciu lub nie jego córki, jak do egzaminu na studiach i w otoczeniu innych „zakuwających” tatusiów). Z drugiej jednak strony jest to dramat ojca, który musi pozwolić swojej córce mieć własne życie i nauczyć się cieszyć się jej szczęściem (i spojrzeć trochę dalej niż czubek własnego nosa, no może w tym przypadku niż czubek nosa jego córki).

naanu

Ciekawy jest temat tego filmu, biorąc pod uwagę fakt, że problem wysokiej śmiertelności dziewczynek w Indiach jest nadal aktualny. Rodziny wciąż wolą chłopców, w przekonaniu, że dziewczynki generują większy koszt i mniejszy zysk (syn w przyszłości zaopiekuje się rodzicami, a córkę oddaje się z posagiem do  innej rodziny). Z drugiej strony pokazane są różnice między południem a północą Indii (jedzenie, strój, stereotypy), i poruszony jest problem bariery językowej między obywatelami tego samego kraju. Miałam wrażenie, że Prakesh, sam będąc poliglotą, chciał przez swoją rolę pokazać jak ważna jest w Indiach znajomość więcej niż jednego języka. Niestety nie znając żadnego z języków za wyjątkiem angielskiego, nie zawsze wiedziałam kiedy bohaterowie się rozumieją, a kiedy nie.

naanu6

Cała akcja dzieje się wśród plantacji herbaty, w jednej z najżyźniejszych części Indii. Gdzie człowiek się nie rozejrzy tam kaskady zieleni. Na pewno jest to ciekawa produkcja, przeznaczona na rynek regionalny, ale warta obejrzenia. Nie ma tu przepychu czy splendoru produkcji z Bombaju, wszystko jest bardziej przyziemne i zbliżone do rzeczywistości (oprócz samej historii).

naanu3

Ciekawostka: jak pewnie większość z was już wie, w Indiach filmy nie schodzą z afiszy za szybko. Widzowie lubią wracać do tego co już znają. Naanu Nanna Kanasu gościło na ekranach przez 17 tygodni z rzędu. Wyobrażacie sobie jakąś indyjską produkcję u nas puszczaną tak długo? Kręconego w Warszawie Kicka nie udało nam się obejrzeć w na dużym ekranie, bo ledwie pojawił się w kinach studyjnych to już zniknął. Bajirao Mastani też nie łatwo znaleźć w repertuarach warszawskich.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s