Szelest złotolitego brokatu (Brokatrausch), Hisako Matsubara

IMG_20160320_163250

Książka ukazała się nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego w roku 1982. Tłumaczeniem z niemieckiego zajął się Krzysztof Radziwiłł. Pierwsze wydanie niemieckie pojawiło się w 1978.

Inaczej kraj swój opisuje człowiek mieszkający w nim, inaczej ten co go opuścił. Hisako Matsubara większość swoich książek napisała po niemiecku i opublikowała w Niemczech. Innymi słowy książka została napisana dla Niemców, nie Japończyków, co widać m.in w licznych wyjaśnieniach, które byłyby zbędne gdyby książka miała się ukazać pierwotnie w Japonii. I zastanawiam się, czy miałaby szansę zostać tam wydaną, a gdyby już, to z jak ostrą krytyką spotkałaby się jej autorka. Bo choć ze strony narratora nie pada ani jedno zdanie, które by wprost krytykowało społeczeństwo japońskie, to trudno byłoby się zachwycić tak opisanym krajem kwitnącej wiśni.

Zacznijmy od samej autorki. Hisako Matsubara to córka kapłana shinto z Kyoto. Zrobiła BA z porównawczej religii i literatury. Później przeniosła się do Stanów (Pensylwania), gdzie studiowała teatr i zdobyła MA. Krótko pracowała jako redaktor, po czym przeniosła się do Niemiec. Najpierw doskonaliła swój niemiecki, a później zrobiła doktorat z filozofii. Pracowała dla japońskich gazet i telewizji. Pisała krótkie opowiadania i pracowała przy filmach dokumentalnych. Dopiero w latach 80. przeniosła się z powrotem do Stanów. Jej powieści zazwyczaj są osadzone w czasach współczesnych i w tle pokazują przemiany jakie zachodzą w społeczeństwie japońskim wraz z napływem zachodnich wzorców i modernizacją kraju. (życiorys zaczerpnięty głównie z wiki)

Główna akcja powieści Szelest złotolitego brokatu dzieje się w czasach rozwoju przemysłowego Japonii, tj. na początku XX wieku. Zderzają się tu tradycyjne wartości z nowoczesnością.

Nagayuki to przybrany syn rodu Hayatów. Z woli ojca poślubia swoją przybraną siostrę, Tomiko. Obydwoje właśnie wracają z Tokio ze świetnymi wiadomościami do rodzinnej wioski Himari. Nagayuki skończył na pierwszym miejscu studia na prestiżowym uniwersytecie i teraz największe firmy japońskie się o niego ubiegają. Oferują świetną pensję i opłacony wyjazd do Ameryki. Teraz muszą się tylko zastanowić, którą ofertę przyjąć. Po powrocie jednak okazuje się, że ojciec podjął własną decyzję i jako głowie rodu nikt nie może się mu sprzeciwić. Nagayuki ma sam pojechać do Ameryki, bez żony i bez pomocy wielkich firm japońskich. W ciągu roku ma zdobyć bogactwo i powrócić w złotogłowiu jak syn rybaka, który odbył tę podróż przed nim i powrócił z zawrotną ilością dolarów. Bo skoro on to zrobił, nie wykształcony i bez kultury, to przecież tym bardziej musi się udać prymusowi z dyplomem i pierwszym miejscem z Todai. Tomiko nie może z nim jechać, bo przecież samuraj musi sam udać się w drogę i walczyć, kobieta tylko by mu zawadzała.

I tak zaczyna się wieloletnia rozłąka młodych małżonków, gdzie obie strony będą cierpieć, jedno harując na plantacjach, bo przecież jego dyplom w Ameryce nic nie znaczy, drugie zajmując się całym domem, wychowując córkę, szyjąc sukienki, żeby zarobić jakieś grosze (bo nieomylny ojciec zainwestował mnóstwo pieniędzy w biznesy, które nie mogły się udać, jednak on jak zwykle nie poradził się nikogo, a bank zajął w końcu dom ze wszystkimi kosztownościami) i rozpaczając, że wszystkie pieniądze, które przesyła jej mąż, żeby do niego dołączyła w Ameryce jej ojciec wydaje bezmyślnie na przedmioty zbyteczne, do których był przyzwyczajony przez całe życie.

Uf, nie jest mi łatwo pisać o tej książce, bo już dawno żadna historia aż tak mnie nie poruszyła. Staram się raczej o niej nie myśleć, bo coś się we mnie buzuje gdy myślę o losie jaki spotkał młodych bohaterów. A z drugiej strony czuję, że nie mogę nie napisać, bo nie odejdzie.

Jak widać już z tego krótkiego opisu książka porusza dwa duże problemy. Z jednej strony niemoc kobiety w tamtych czasach i beznadziejność sytuacji, w której nie ma dialogu w rodzinie i gdzie tylko jedna osoba podejmuje decyzję bez konsultacji z innymi. Bo przecież, jest to nie raz powtarzane, że ojciec Hayato nie licząc się z opinią innych, uważa że robi to wszystko dla dobra swojej córki. A gdy ta się buntuje uznaje to za wybuch kaprysów małej dziewczynki.

Drugim problemem jest zderzenie starego światopoglądu z nową rzeczywistością. Ród Hayatów to stara samurajska rodzina. Ojciec to uznany aktor teatru No, który całymi dniami ćwiczy pieśni. Żyli oni początkowo w ogromnej posiadłości, gdzie sztuka i dobry smak były widoczne na każdym kroku. A z drugiej strony jest np. Eda, syn rybaka, który, cały wytatuowany, wrócił z Ameryki jako bogacz. Choć maniery ma grubiańskie, to mimo swego bogactwa szuka sposobu aby awansować społecznie. Bo bogactwo, coraz bardziej cenione, nie może się równać z prestiżem starych rodów, które reprezentuje m.in. zubożała rodzina Hayatów.

Książka ma zaledwie 206 stron, jednak wiele się w niej dzieje i w tym wpisie jedynie zarysowałam część. Mam wrażenie, że dla każdego fascynata Japonii powinna to być pozycja obowiązkowa, bo nie tylko pokazuje różnice między wschodem i zachodem, mentalność przedwojennej Japonii (oj, jest i o Mandżurii i o chińczykach, jest też i pogarda konsulatu dla Japończyków pracujących na plantacjach a nie w wielkich japońskich firmach) czy wartości, którymi się wtedy kierowano, ale w pewnym sensie daje spojrzenie od wewnątrz na to społeczeństwo. Bo choć o przemianach społecznych pisze też i np. Sōseki to jednak jest to pierwsza historia, w której pewne rzeczy były tak wprost napisane i wyjaśnione.

Na koniec jeszcze słowo o tłumaczeniu. Krzysztof Radziwiłł to znany polityk pochodzący z jednego z bardziej znanych polskich rodów. Kiedy przeszedł na emeryturę zajął się tłumaczeniem prozy niemieckiej i to jemu zawdzięczamy tą pozycję na naszym rynku zaledwie 4 lata po publikacji niemieckiej. Jedyne do czego mogę się przyczepić to pewne staroświeckie już sformułowania, które od czasu do czasu wyskakują na niczego się nie spodziewającego czytelnika. Zastanawiam się czy to metryka tłumacza przeważyła, czy jeszcze się tak mówiło na początku lat 80. Może już czas na nową edycję? Książka zdecydowanie zasługuje na ocalenie od zapomnienia.

Z tego miejsca chciałabym jeszcze podziękować pani Profesor za przekazanie tej (jak i paru innych) książki. Przeleżała parę lat na półce, ale jak już się za nią wzięłam, to przeczytałam ją w dwa dni. Czasem dobrze jest opowiedzieć komuś o swoich pasjach.

Reklamy

One thought on “Szelest złotolitego brokatu (Brokatrausch), Hisako Matsubara

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s