Nie Yin Niang (Zabójczyni, 2015)

Piątek zdecydowanie spędziłam myślami w krajach dalekiego wschodu. Z jednej strony kończyłam książkę Hisako Matsubara, o której postaram się wkrótce napisać, a z drugiej poszliśmy na seans filmu Zabójczyni Hsiao-hsien Hou.

The-Assassin_poster_goldposter_com_19-400x574

Po seansie przeczytałam w jednej z relacji, że nie jest to film, który się rozumie, ale film który się chłonie. Trzeba go zobaczyć, obejrzeć i doświadczyć, zrozumienie jest na dalszym planie.

Trochę żałuję, że z powodu pracy nie możemy pójść na seans z prelekcją o symbolice ukazanej w filmie, ale po tamtym artykule nie jestem pewna czy chcę zgłębiać dalej tajniki tego filmu, czy może pozostawić go w pamięci jako przeżycie samo w sobie. Jedno jednak mogę powiedzieć bez cienia wątpliwości: chcę jeszcze raz zanurzyć się w tym świecie hiperrealizmu z dynastii Tang. W ogóle muszę się przyznać do pewnej słabości do filmów wuxia. Z zapartym tchem oglądałam klasyka Ang Lee, czy kolejne produkcje w tym gatunku Zhang Yimou. O Hou Hsiao-Hsien nie słyszałam przed festiwalem Pięciu Smaków. Same sceny walki, choć zazwyczaj przygotowane z dużą starannością i bardzo pokazowe aż tak mnie nie interesują. Chodzi raczej o piękno i estetykę świata przedstawionego. I film Hou zdecydowanie poszedł w tym kierunku. Skoków prawie nie ma, a jak są, to choć niebezpieczne, to jednak możliwe, a i scen walki nie ma znów tak dużo. Jest za to intryga polityczna o wielu twarzach i nie linearnie, sekwencja po sekwencji, opowiedziana historia. Dużo z filmu wraca do widza już po seansie i dopiero wtedy przychodzi też zrozumienie, bo to nie na dialogach czy narracji opiera się film, ale na obrazie.

The-Assassin_poster_goldposter_com_20-1132x670.jpg

Zacznijmy od tego czym, że wuxia jako gatunek koncentruje się na życiu martial artist, czyli mistrzów sztuk walk, w tym wypadku ze starożytnych Chin. Książki wuxia są szalenie popularne w chińskojęzycznym świecie, a wyrażenia z nich weszły na stałe do języka. Uwielbienie dla tego typu historii można znaleźć też i w innych krajach gdzie kultura chińska miała znaczny wpływ, np. w Japonii (ot, choćby Sangokushi). Dzisiaj wuxia obecne jest nie tylko w książkach, ale też w operze chińskiej, komiksach, grach, filmach i telewizji. Sam reżyser Hsiao-hsien Hou przyznaje się do fascynacji tym gatunkiem. Jednak przy realizacji filmu postanowił trzymać się ściśle praw grawitacji, rezygnując ze scen gdzie walczący wojownicy lataliby w powietrzu czy wykonywaliby nieprawdopodobnie wysokie skoki.

Opowieść o zabójczyni Nie Yinniang jest jedną z pierwszych, gdzie to kobieta jest główną postacią (jakiś IX wiek). Film jest luźno oparty na tej historii. Jako małe dziecko Yinniang (Qi Shu) trafiła pod opiekę mniszki, która wytrenowała ją na niemającą sobie równych w walce zabójczynię, którą wykorzystuje do pozbycia się zdeprawowanych jednostek. Kiedy jednak podopieczna okazuje litość i nie wypełnia od razu zlecenia, tylko czeka, aż jej cel znajdzie się bez swojego kilkuletniego synka, mniszka za karę zleca jej zabicie władcy prowincji Weibo, Tian Ji’an (Chen Chang, jeśli ktoś pamięta to grał młodego bandytę z gór z Crouching Tiger, Hidden Dragon), który jest jej kuzynem, i za którego miała kiedyś wyjść za mąż. Yinniang powraca więc do rodzinnej prowincji a tam: intryga za intrygą…

assassin-the-still-4.jpg

Mimo, że wiele się dzieje w filmie, narracja jest bardzo wyważona i dość powolna. Mi to zupełnie nie przeszkadzało, z przyjemnością chłonęłam kolejne obrazy. Spotkałam jednak w internecie opinie, że ludzie się na filmie wynudzili. Bo zdecydowanie nie jest to film w stylu Crouching Tiger, Hidden Dragon czy House of Flying Daggers. Często zalicza się ten film do artystycznego, bo reżyser w dużej mierze eksperymentuje z obrazem. Część scen, mówi niewiele, tylko każe podziwiać.

Stworzenie filmu zajęło 8 lat, podczas których reżyser stał się bez mała uczonym w temacie czasów dynastii Tang: historii, zwyczajów panujących na dworze, strojów etc. Nawet w Chinach widzowie będą potrzebować napisów, bo aktorzy posługują się klasyczną już odmianą ich języka. Mimo swojego detalicznego przygotowania na planie dał aktorom swobodę. Dla głównej aktorki zrezygnował nawet ze scen, gdzie ta obserwowałaby wydarzenia z koron wysokich drzew, bo ma  ona problemy z pracą na wysokościach. assassin-2.jpg

Hou Hsiao-Hsien twierdzi, że nie tworzy filmów pod wymagania widzów, tylko kręci je takie jakie czuje potrzebę robić. Sądząc jednak z rozgłosu jakim się cieszy i ilości zdobytych nagród to jednak jest całkiem spora grupa widzów, którym taki styl filmu nie tylko odpowiada ale i też ich zachwyca. Ciekawe czy uda mi się namówić P. na powtórkę z rozrywki w kinie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s