A Rainha Ginga. José Eduardo Agualusa

Cały tytuł brzmi „A Rainha Ginga. E de como os africanos inventaram o mundo”
Książka opublikowana przez Wydawnictwo Quetzal w roku 2014

Jest to już druga książka portugalska, którą tu recenzuję, a trzecia przeczytana. Pierwszą był Budapeste Chico Buarque ze współczesnej Brazylii, drugą A estranha morte do Professor Antena Mário de Sá-Carneiro z dziewiętnastowiecznej Portugalii. Teraz przyszedł czas na portugalski z Angoli. Akcja dzieje się w XVII wieku, i choć książka jest fikcją literacką, to bazuje na wydarzeniach prawdziwych.

Autor to José Eduardo Agualusa, urodzony w Angoli, portugalskiego pochodzenia, po polsku ukazała się tylko jedna jego książka Żony mojego ojca. Udziela się w mediach portugalskojęzycznych Angoli (Rede Angolana), ale też Portugalii (LER) i Brazylii (O Globo). Prowadzi też program radiowy A Hora das Cigarras, o muzyce i poezji afrykańskiej. Zdobył aż trzy różne  nagrody pieniężne, dzięki którym powstały trzy z jego książęk. O sobie mówi, że jest Angolczykiem w podróży. A Rainha Ginga to jego drugi romans historyczny, o którego napisaniu myślał już od wielu lat.

„Este livro permitiu-me reencontrar o prazer de escrever. Esta história viveu sempre dentro de mim”, diz Agualusa, 53 anos, autor multipremiado de onze romances, além de volumes de contos, crónica, teatro. E acrescenta: „Acho que este é o meu livro mais sólido, mais redondo, mais acabado, mais vivo, mais livro, mais romance. Pela primeira vez, sinto que posso dizer que sou escritor.”

Historia to fałszywa kronika z czasów wojen kolonialnych, spisana przez klechę portugalskiego pochodzącego z dzisiejszej Brazylii. Zostaje on sekretarzem na dworze Gingy, która wkrótce potem obwołuje się królem (nawet ma żony: młodych mężczyzn przebranych za kobiety). Zostaje podpisany pokój z Portugalczykami, który nie trwa jednak długo. Wkrótce zaczynają się walki. Później zostaje nawiązana współpraca z Holendrami, ale wcześniej czeka nas jeszcze podróż do rodzinnych stron głównego bohatera, a zarazem narratora tej historii: Pernambuco w Brazylii. On sam przechodzi dużą przemianę pod wpływem otaczających go ludzi, tak, że w pewnym momencie jego kukła zostaje spalona na stosie przez Inkwizycję za herezję.

Agualusa powołuje do życia postacie wręcz mityczne, większość z nich historyczna, opisując je tak jak się kiedyś w kronikach opisywało: dając wiarę wszelkim niesamowitym legendom jakie je otaczały. Bo przecież jeśli poczytać te prawdziwe relacje z tamtych czasów to jakby się czytało powieści fantasy. Polecam szczególnie zapiski pierwszych podróżników, tzw. Crónicas de Indias.

Podobny zabieg, wzorowanie się na kronice, można spotkać np. u kubańskiego pisarza Reinaldo Arenas, gdzie rzeczywistość przeplata się z wydarzeniami wręcz mitycznymi i opisuje fikcyjne życie zakonnika meksykańskiego, Servando Teresa de Mier, którego mało ortodoksyjne poglądy zaprowadziły nie raz do więzienia, i z którym przemierza się Hiszpanię, Francję, Anglię, Włochy, Stany Zjednoczone i Kubę. Wszystko okraszone satyrycznym humorem tak jak i u Agualusy. Choć jest to powieść niesamowita, w końcu to El mundo alucinante, jednak nie przypadła mi aż tak do gustu.

Przychodzi mi na myśl jeszcze jedna powieść, tym razem Argentyńczyka, Juan José Saer, El entenado, gdzie pewien staruszek opisuje swoje przygody z młodości: sierota, jako nastolatek zaciągnął się na jedną z wielu wypraw hiszpańskich w stronę Río de la Plata, gdzie jako jedyny przeżył i przez 10 lat, niczym we śnie lub w koszmarze, mieszkał wraz z jednym z plemion Indiańskich, aż do czasu kiedy znów przybyli Hiszpanie w tamte rejony, zabili wszystkich niewiernych i zabrali go z powrotem do kraju. W ten sposób stał się on jedynym świadkiem istnienia plemienia, które zostało zmiecione z powierzchni ziemi.

Z tych trzech współczesnych kronik z przeszłości El entenado zrobił na mnie największe wrażenie, może dlatego, że najbardziej odbiega od formatu kroniki i jest najbardziej współczesny. Zresztą sam autor stwierdził, że nie jest to powieść historyczna. Na drugim miejscu zdecydowanie plasuje się historia królowej Gingy, gdzie to nie siły europejskie dyktują jak ma świat wyglądać, ale sami rdzenni mieszkańcy Angoli kształtowali historię swoich ziem. Na dodatek świetna historia przygodowa, napisana z werwą i dowcipem.

 

Na koniec jeszcze refleksja językowa, a może tylko spostrzeżenie. Z książki nauczyłam się nowego słowa, które na zajęciach z języka nigdy się nie pojawiło, a mianowicie quilombo. Jest to termin, który funkcjonuje w dwóch krajach: w Angoli jako obozowisko w buszu (acampamento no mato); i w Brazylii, jako kryjówka w buszu gdzie uciekali i chronili się niewolnicy (esconderijo no mato onde se refugiavam os escravos) [definicje pochodzą ze słownika priberam.pt]. Myślę, że jest więcej takich słów, które przeszły z języków afrykańskich do portugalskiego, a które, w zależności od sytuacji w jakiej oni się znajdowali, skończyło z innym znaczeniem. Taka historia zapisana w słowniku.

Reklamy

One thought on “A Rainha Ginga. José Eduardo Agualusa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s