It Happened on Fifth Avenue (1947)

It’s That Time of Year Again…

Święta to czas, który kojarzy się z jednej strony z powtórkami telewizyjnymi, a z drugiej z odcinkami specjalnymi popularnych seriali. Jednak dla wielu z nas jest to też czas kiedy chętnie odkurzamy stare czarno-białe klasyki. W tym roku padło na klasyk, który przeleżał swoje na półkach aż do 2008 roku.

Nie należy go mylić z Miracle on 34th Street, który także dzieje się w Nowym Jorku i ma w nazwie jedną z nowojorskich ulic. Filmy nie są jednak ze sobą powiązane, zwłaszcza że It Happened… miało swoją premierę w kwietniu, a nie w grudniu, z przyczyn nie znanych, bo przecież rozgrywa się w dwóch ostatnich miesiącach roku, a rozwiązanie akcji przypada na okres świąteczny i Nowy Rok.

ItHappenedonFifthAvenueChristmasStill.jpg

Aloysius T. McKeever (Victor Moore) to dobrze ubrany bezdomny, który spędza zimę w domu jednego z najbogatszych ludzi, Michaela J. O’Connora, przy 5th Ave. w Nowym Jorku. Oczywiście pod nieobecność nieświadomego gospodarza. Jim Bullock (Don DeFore) to bezrobotny weteran drugiej wojny światowej, wyrzucony ze swojego mieszkania bo budynek został przeznaczony do rozbiórki w ramach planu modernizacyjnego Michaela J. O’Connora. Dzięki zbiegowi okoliczności obaj panowie spotykają się w parku i McKeever postanawia pomóc młodszemu koledze zabierając go ze sobą do domu przy 5th Ave.

Tam zastają niespodziewanego gościa, Trudy (Gale Storm): piękną dziewczynę, która podaje się za córkę alkoholika z trzynaściorgiem rodzeństwa, a która w rzeczywistości jest córką pana domu, zbiegłą ze szkoły z internatem. Rozczuleni jej historią panowie łaskawie pozwalają jej zostań z nimi. Młoda dziedziczka jest zafascynowana nowymi kompanami, i wkrótce zakochuje się w Jimie. W między czasie w domu zamieszkują dwaj kompani Jima z wojska, wraz z rodzinami, niemogący znaleźć innego godnego lokum, a Trudy sprowadza (w przebraniu) swojego ojca, Michaela J. O’Connora (Charles Ruggles) – biznesmena, który robi za służącego dla McKeevera. Kiedy ten nie jest już w stanie znieść intruzów w swoim domu, jego córka wzywa na pomoc swoją mamę, Mary O’Connor (Ann Harding), od 4 lat rozwódkę. Ta zamieszkuje ze wszystkimi jako kucharka.

I tak się to toczy, młodzi weterani za radą McKeevera, postanawiają przedsięwziąć swój własny biznes, który dałby lokum wielu młodym rodzinom w podobnej co oni sytuacji. Potrzebują do tego ziemi i kapitału. Kapitał dostają od innych weteranów zainteresowanych projektem, a o ziemię od rządu walczą… z O’Connorem, który ma już ich wszystkich serdecznie dość, a samego Jima wysłałby najchętniej do Boliwii, lub jeszcze dalej.

Jak się to wszystko skończy nie trudno zgadnąć, ale warto obejrzeć, bo to dobrze zrobiona, przyjemna komedia, z humorem, czasem delikatnym, a czasem bardzo ironicznym. Film trzyma najbardziej gra Victora Moore’a, biedaka, co przyjmuje rolę pana domu i pilnuje, aby nikt niczego nie ukradł, ani nie zniszczył, a sam chodzi w ubraniach O’Connera, aby, jak to mówi, je przewietrzyć; i Charlesa Rugglesa (może ktoś go kojarzy ze starej wersji The Parent Trap z 1961 roku). Mnie zachwyciła też Ann Harding, która w filmie jest uosobieniem spokoju. I nawet w papierowej czapce noworocznej wygląda dostojnie.

It Happened on Fifth Avenue.jpg

Dlaczego jest to jeden z lepszych filmów „świątecznych”? Z jednej strony film się nie zestarzał: nadal śmieszy. Plus poruszane problemy są jak najbardziej na czasie, żeby wspomnieć tylko kłopoty jakie mają weterani ze znalezieniem mieszkań (przy czym teraz to nie weterani, a większość młodych małżeństw), czy trudności ze znalezieniem dobrze płatnej pracy. Są też ponadczasowe problemy: zachowanie młodości (jest powiedziane, że mama Trudy spędza czas głównie w salonach piękności), rozpadające się rodziny (rodzice Trudy), emancypacja młodych (Trudy, która ucieka ze szkoły i szuka pracy) i wiele innych.

Z drugiej strony nie ma tu żadnych żadnych magicznych sił (jedyny Santa Claus to McKeever przebrany w strój z okazji Gwiazdki), które spełniając życzenia naprawiają życie bohaterów. Sami muszą (i są w stanie) walczyć o swoje i zmieniać świat i ludzi naokoło. Idealna, optymistyczna, opowieść na okres świąteczny, kiedy już skończą się wszystkie kłótnie przy świątecznym stole.

Film jest utrzymany w bardzo lekkim tonie i często przyrównuje się go do filmów Franka Capry (It’s a Wonderful Life), który zresztą miał to początkowo reżyserować. Gale Storm w swojej autobiografii wspomina nawet, że zawsze żałowała tej zmiany reżysera. Według jej słów Roy Del Ruth był nieprzyjazny dla aktorów, a samej Storm nie dał śpiewać a priori, bez uprzedniego sprawdzenia co potrafi. Przykro się czyta takie informacje. Podejrzewam, że nie jeden film tak powstał i nadal powstaje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s