Primos (2011)

Kuzyni

Chciałoby się powiedzieć, że to kolejny film z Quimem Gutierrezem i Inmą Cuesta (3 bodas de más, komedia romantyczna, hiszpański hit) lub kolejny film z Quimem Gutiérrezem, Raulem Arévalo i Antoniem de la Torre (Azuloscurocasinegro; La gran familia española, ta ostatnia jednak bez Raula). Im więcej ogląda się filmów hiszpańskich, tym bardziej widać jaki to mały świat. Choć aktorów jest sporo, to zazwyczaj widzieliśmy już ich w czymś razem. Nic dziwnego, skoro Azuloscurocasinegro, La gran familia española i Primos to filmy, które wyszły spod ręki tego samego reżysera: Daniela Sánchez Arévalo. W Polsce sukces odniósł tylko Azuloscurocasinegro (Goya za najlepszy debiut reżyserski), choć w Hiszpanii La gran familia española nie przeszła bez echa.

Wszelkie próby streszczenia fabuły mijają się z celem, ponieważ sama fabuła ma w sobie niewiele elementów oryginalnych. Jeśli ktoś szuka ambitnego filmu to nie te drzwi. Chłopak (Quim) zostaje porzucony przez narzeczoną w dniu ślubu. Swoich gości o zmianie planów zawiadamia dopiero w kościele, po czym prosi żeby zostawili go samego.
Prośba najwyraźniej nie dotyczy kuzynów, którzy zostają jako wsparcie psychiczne.
Po opróżnieniu butelki mszalnego wina postanawiają wyruszyć do miasteczka w którym spędzili swoją młodość i odwiedzić pierwszą miłość pana młodego. Tam spotykają Martinę (rzeczona pierwsza miłość, Inma) samotnie wychowującą syna, z atakami paniki, i który w wolnym czasie czyta książkę z symptomami chorób; oraz dawnego właściciela wypożyczalni filmów, teraz alkoholika mieszkającego na łódce i jego córkę, pracującą w burdelu. Że sami ludzie z problemami? Kuzyni wcale nie są lepsi: jeden boi się samotności, drugi nie umie sobie ułożyć życia z kobietami, a trzeci to jednooki weteran wojenny z silnymi zaburzeniami psychicznymi i nadopiekuńczą dziewczyną-pielęgniarką.

Każdy ma swój własny obraz kina, jednak dla mnie Primos to taka kwintesencja lekkiej  komedii z tego słonecznego kraju. Dlaczego więc warto go obejrzeć (oczywiście oprócz aktorów, na których zawsze patrzy się z przyjemnością i hiszpańskiego, którego tak miło się słucha)? Bo jest zabawna. Nie chcę rzucać błotem na rodzinne produkcje, ale wiele osób przyzna, że od czasów Poszukiwanego Poszukiwanej ilość śmiechu na sali kinowej spada (ok, było parę klasycznych i kultowych produkcji, ale to tyle, temat zamknięty).

Może jest to dobry moment aby zastanowić się nad fenomenem Quima Gutiérreza, który jakoś wyjątkowo przystojny to nie jest (opinia subiektywna), ma przerwę między zębami, duży nos i duże uszy (co sam podkreśla w wywiadach, o np. w tym), a dostaje co chwilę role jak nie pierwszoplanowe to przynajmniej ważnych dla fabuły amantów i to nie tylko w Hiszpanii, bo niedawno pojawił się we francuskiej produkcji. Czy to dlatego, że jest tak strasznie miły i robi takie dobre wrażenie? Bo grać gra zazwyczaj podobnie (znów opinia subiektywna). Z drugiej strony ma w sobie to coś, że jak widzę go w obsadzie (i Antonia de la Torre, o którego dorobku rozpisywałam się już przy okazji Felices 140) to od razu mam ochotę to obejrzeć.

Na koniec podkreślę, że tego filmu nie ogląda się dla fabuły tylko dla aktorów, komizmu sytuacji/postaci i niektórych dialogów. Osobom nie czującym się jeszcze na siłach polecam oglądać z napisami, bo mówią często z prędkością karabinu maszynowego i seplenią jak na Hiszpanów przystało. Bez napisów od C1 i w górę.

Reklamy

5 thoughts on “Primos (2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s