Budapeste, Chico Buarque

Książka wydana przez Wydawnictwo Companhia das Letras w roku 2003.

Literatura brazylijska, w przeciwieństwie do muzyki, jest mało znana w Polsce. Głównie kojarzy się Paulo Coelho i na tym koniec. Nie wiem, czy nazwisko Chico Buarque komuś coś mówi, kiedy ja sięgałam po tą książkę było mi zupełnie obce. Teraz jednak wiem, że jest to uznany muzyk o wspaniałym głosie, który komponuje bardzo przyjemne piosenki. O, na przykład ta.

Jak tak teraz jej słucham to mam wrażenie, że byłaby świetnym akompaniamentem do książki Budapeste. I ta w sumie też. Bo Chico to nie tylko muzyk ale też pisarz, autor powieści, sztuk i scenariuszy (na podstawie swoich książek). A, i poeta.

Narratorem powieści jest José Costa, zwany też czasem Zsoze Kósta. Brazylijczyk z Rio de Janeiro, z zawodu tzw. ghost writer, czyli ktoś piszący anonimowo za innych. Ma żonę, Vandę, prezenterkę wiadomości telewizyjnych, ale nawet ona nie zna jego prawdziwego zawodu. Jest jeszcze jego syn, dość dziwna i niemrawa kreatura, z którą główny bohater ma dość nikły kontakt. Wracając z tureckiego spotkania autorów anonimowych samolot, którym akurat leci José zostaje zmuszony do nieplanowanego lądowania w Budapeszcie. Wtedy dziwnie brzmiące dźwięki języka nic mu jeszcze nie mówią, ale na następne wakacje w Europie wybiera właśnie to miasto. Tam poznaje dziewczynę imieniem Kriska, która nazywa go Zsoze Kósta, i uczy go węgierskiego, języka dla którego nawet sam diabeł musi czuć respekt.

José miota się między dwoma miastami, dwoma językami i dwiema kobietami. Trapi go też niespodziewany sukces książki, którą napisał, a za którą laury zbiera jej oficjalny autor. Co gorsza, klientem José coraz bardziej oczarowana jest Vanda…

Książka jest jak labirynt, zbudowany z potoku słów. Krytycy przyrównują jej zakończenie i rozwiązanie do poezji. Nie raz czułam się zagubiona, bo gdzie teraz jesteśmy? W Rio? José próbuje szpiegować własne mieszkanie, oczekuje żony, nagle jest w mieszkaniu a potem za chwilę na przyjęciu. I nagle znów jesteśmy w Budapeszcie. Narracja jest jak ciągły strumień myśli, fabuła się skręca i rozkręca. Niemożliwość komunikacji, bariera językowa, a później obcość języka ojczystego. Książka kontrastów.

Kto może sięgnąć po książkę? Każdy, kto zna portugalski. Albo angielski czy niemiecki. O polskim wydaniu nic nie słychać. Dla mnie była to pierwsza powieść w tym szeleszczącym języku, tak podobnym do rosyjskiego, choć nie mają nic wspólnego. Jestem pewna, że nie byłam w stanie w pełni docenić języka powieści, i czytając żałowałam, że nie znam portugalskiego lepiej.

Jeśli jesteś gotowy zgubić się w narracji, jak w nowym obcym mieście, to zdecydowanie polecam poszukać tej właśnie książki. Tak jak José zanurza się w węgierskim, tak czytelnik zanurza się w Budapeste.

PS. Jeśli komuś mało Brazylii, to w kinach można zobaczyć Prawie jak matka (Que Horas Ela Volta?)  Anny Muylaert, który zdobył już dwie nagrody na Berlinale.

Reklamy

2 thoughts on “Budapeste, Chico Buarque

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s